Wojna była długa i okrutna. Wielu nie pamiętało już kiedy się zaczęła. On pamiętał, pamiętał zaskoczenie, ból, strach… I gniew. Gniew, który wypełnił całe jego życie. Stracił wszystko. Wtedy pierwszego dnia najwięcej … Resztę odebrano mu później. Po raz kolejny spojrzał na Nią. Uśmiechnęła się delikatnie.
–Jednak wyszliśmy z tego cali, powiedziała, mrużąc oczy i uśmiechając się jeszcze bardziej.
– Tak, przytaknął – zawsze mi się udaje, mam niesamowite szczęście, skłamał – teraz już nic nam nie grozi, skłamał po raz kolejny. Dalej patrzył na Nią. Jest taka delikatna… I piękna, pomyślał, co ona robi w tym cholernym piekle. Jak mam jej powiedzieć prawdę, zastanawiał się, przecież jest tutaj przeze mnie, gdyby nie…
– Wiesz, ja chyba widziałam cię już wcześniej, przerwała jego rozmyślania – to znaczy tak mi się wydaje ale mam prawie pewność, że skądś cię pamiętam, gdy zostałam przydzielona do tej jednostki i zobaczyłam z kim będę latać czułam się tak jakbym cię już znała, niezły zbieg okoliczności?
– To niemożliwe, odwrócił wzrok szybko, zbyt szybko. Zbieg okoliczności, zaklął cicho, nie ma czegoś takiego. Dawno przestałem wierzyć w zbiegi okoliczności, przeznaczenie i inne tego typu rzeczy, myślał. Znał ją od dawna, obserwował od chwili gdy tylko trafiła na szkolenie, lubił patrzeć na jej twarz i ten piękny uśmiech. Robił to zawsze, przechodząc obok sali ćwiczeń, gdy udawał się na kolejny lot. Wiedział, że może nie wrócić, jego eskadry nigdy nie wysyłano do łatwych misji, nie dbał o to, zawsze ścigał się ze śmiercią i zawsze wygrywał. Teraz było inaczej, nie był sam… I było jeszcze coś, coś dziwnego. Nie potrafił określić co, być może kiedyś znał to uczucie ale teraz nie potrafił sobie tego przypomnieć. To niemożliwe aby mogła mnie pamiętać, zastanowił się, nigdy nie pozwoliłem na to by choć przez sekundę mogła mnie zauważyć. Ona mi ufa a ja nawet nie wiem jak mógłbym ją z tego wyciągnąć. Sam chciałem ją szkolić gdyby nie to na pewno teraz byłaby gdzie indziej. Ładny przypadek nie ma co. Gdyby ten lot treningowy potoczył się inaczej, pomyślał.
Spojrzał na zegarek dokonując prostego obliczenia. Tak, zostało jeszcze jakieś trzydzieści godzin, jak mam to jej powiedzieć? Wezwanie z korytarza przyszło nagle, musiał na nie odpowiedzieć. Każdy uzbrojony myśliwiec był potrzebny. A oni byli wystarczająco blisko. Nie można było dopuścić do jego przejęcia to iż udało się go zniszczyć ocaliło innych. I co z tego? Zaklął, gówno mnie to obchodzi, nie potrafiłem jej obronić to jedyne co teraz się liczy. Spojrzał na tablicę, ekrany pola stabilizującego prawie wygasły a napęd skoku został kompletnie zniszczony.
– Wiem gdzie jesteśmy, usłyszał – to sektor A-47, rozpoczynam skanowanie tego układu .
Nic nie odpowiedział, zaczynało brakować mu prostych słów. W chwili wybuchu ładunku znajdowali się jeszcze zbyt blisko. Pole nie mogło wytrzymać, zresztą i tak cała dostępna moc przekierowana była do kontroli uzbrojenia i napędu. Dawka promieniowania jakie
otrzymali była ogromna. Bez odpowiedniej pomocy zostało im już naprawdę niewiele czasu.
– To stabilny układ, druga planeta jest klasy M musimy na niej lądować nasz stateczek już
długo nie wytrzyma, nazywa się Wenus, ciekawe dlaczego tak ją nazwano? Może przypomina naszą starą Wenus jak myślisz?
– Raczej wątpię…
– Widziałeś nasz rodzinny system! Ja nigdy nie miałam okazji tam być. Ale zawsze chciałam go kiedyś zobaczyć myślę że…
– Wierz mi naprawdę nie ma tam czego oglądać, powiedział starając się uśmiechnąć, są dużo ciekawsze rzeczy do oglądania.
– Nieprawda, słyszałam… Zaraz odbieram jakaś sygnaturę z planety to chyba jakaś rozbita lub zniszczona jednostka średniej klasy, pewnie jakaś fregata, możemy spróbować tam wylądować.
– W porządku, wypuść boję nawigacyjną i przygotuj się na parę wstrząsów, skoro ma to być planeta taka jak Wenus to lądowanie naprawdę nie będzie przyjemne.
– Mamy szczęście, że destabilizujący się korytarz wyrzucił nas akurat tu przynajmniej ją zobaczę i będę wiedziała jak może wyglądać prawdziwa.
– Tak masz rację.
*
– Możemy wyjść na zewnątrz i się rozejrzeć, tutaj jest naprawdę pięknie szkoda, że nie można poruszać się bez egzoszkieletu, zaśmiała się. Te widoki…
– Sprawdzimy ten wrak i przekonamy się co jest w środku.
– Nie mogę się doczekać, pewnie znajdziemy coś extra!
Droga nie była długa ale On coraz częściej zerkał na tarczę zegarka i na uciekające cyferki, Ona zaś cieszyła się i podziwiała piękno tej planety.
– Jesteśmy na miejscu, pokładowy komputer tego czegoś nadal działa, znalazłam terminal, zaraz zobaczę co tu jest ciekawego. Aha to dosyć luksusowa fregata, kiedyś chyba podróżowały nią jakieś znane osoby. Teraz to kupa złomu, bez napędu, musiała lądować tu
awaryjnie ludzi ewakuowano ale resztę zostawiono, na przykład… Chwileczkę mam sygnał z naszej boi… Niszczyciel, chyba Charon, czy coś podobnego odebrał nasze wezwanie, nadał iż znajduje się w pobliżu i będzie tutaj za… Trzy dni, tak to cały przekaz. Widzisz będziemy tu tylko trzy dni, nie wiem czy zdążę wszystko zobaczyć.
– To strasznie długo nie da się sprowadzić go tutaj szybciej?
– Szybciej? Ja chcę tu zostać jeszcze dłużej, zresztą wiesz przecież, że to niemożliwe!
– Tak wiem.
– Zobacz ten statek jest nieźle zaopatrzony, automatyczna messa nie działa, ale to nic. Jest tutaj kupa luksusowego prowiantu. Nie uwierzysz co ja potrafię z tego przygotować, sama się tego nauczyłam, zdziwisz się…
– W porządku, zajmij się tym a ja rozejrzę się dalej.
– Fe! Jesteś straszny! Dobrze! Ale wróć zaraz, muszę powiedzieć ci coś ważnego…
Odszedł wiedział dokąd ma iść, doskonale znał model tego statku, kiedyś… Ambulatorium było na trzecim pokładzie, nie było tu specjalistycznego sprzętu. Było jednak to czego szukał. Pojedyńcza komora stazy używana w nagłych wypadkach. Sprawdził zasilanie awaryjne i sięgnął po małą fiolkę. –W porządku powiedział, jednak mam szczęście. Wrócił do Niej uśmiechając się.
– Zobacz co przygotowałam, znalazłam nawet prawdziwe wino a nie ten syntetyk, trzymaj kieliszki zaraz go naleję i wypijemy toast, niezłe jest nie?
– Tak
– Słuchaj chciałam powiedzieć Ci to wcześniej, wiem, że to zabrzmi głupio ale ja… Cię…
Delikatnie złapał ją nie pozwalając upaść, jej włosy znalazły się tak blisko jego twarzy… Narkotyk zaczął już działać, pomyślał, teraz naprawdę nic Ci nie grozi, przeniósł jej ciało do komory, tak dzięki temu wszystko będzie dobrze, możesz leżeć tu tak długo aż nadejdzie pomoc a wtedy oni Cię wyleczą, myślał, wpisując odpowiednie dane do panelu kontrolnego.
Wyjął komunikator, chciał nagrać dla niej kilka słów, nic odpowiedniego nie przychodziło mu jednak na myśl, nic co można by opisać słowami, po chwili zrezygnował i wyrzucił go w kąt, pochylił się, objął ją i pocałował. Spojrzał na Nią jeszcze raz i wcisnął przycisk.
Ciemna szyba przesłoniła jej ciało, urządzenie zaczęło działać.
– Jest taka delikatna… I piękna, dodał. Zerknął na zegarek –Mam jeszcze trochę czasu, wyszeptał, wyciągając papierosa. Zaciągnął się głęboko. Po raz kolejny spojrzał na zegarek…
Cyfry malały nieustannie…
