Ostatnia Brama

Ostatnia brama

Połączenie nie może zostać zrealizowane, proszę spróbować później…
— Nigdy nie możesz się dodzwonić kiedy naprawdę tego potrzebujesz — powiedział cicho, potem ręcznie wystukał sekwencję numeru i dalej czekał. No wreszcie…
— Cześć, posłuchaj… Przepraszam ale spóźnię się troszeczkę. Muszę…. Tak, wiem, że to ważne. Muszę dokończyć robotę. Przyjadę jak tylko skończę…. Nie, nie zejdzie mi długo. Powinienem się wyrobić za trzy godziny. Tak? Ja też. Pa.
Powrócił do przerwanego zajęcia. Plan zleconej reklamy był już prawie gotowy, kilka ostatnich szkiców i połączenie wszystkiego do kupy. Zatrzymał bieżącą aplikację graficzną i wywołał odtwarzacz. Pogłośnił wyciszony dźwięk. Przestrzenne głośniki ożyły po raz kolejny emitując Ironic. Wcisnął powtarzanie i powrócił do przerwanej pracy. Czas leciał szybko. Nie mierzył jednak jego upływu, na zegarek zerknął dopiero gdy skończył.
— Udało się, nawet przed czasem — uśmiechnął się i podziwiał końcowy efekt. Potem szybko wyłączył komputer i jeszcze szybciej zaczął przygotowywać się do wyjścia. Garaż firmy był już prawie pusty. Wyszedł z windy i skierował się w przeciwległy róg pomieszczenia. Nałożył dodatkowe ochraniacze i kask. System natychmiast wyświetlił informacje o stanie pogody
— Dobra, dobra co z tego, że ulice są mokre — nie przejrzał nawet dalszej prognozy i włączył muzykę. Silnik zawył gdy zielona Honda wyskoczyła na ulicę. Poderwał przednie koło motocykla pozwalając sobie na odrobinę relaksu, potem przyspieszył
— Tak, musimy się troszkę spieszyć — powiedział do siebie, lawirując pomiędzy jadącymi samochodami.

Silnik zgasł i dopiero wtedy do jego uszu dotarły dźwięki muzyki. Słychać ją było nawet tutaj. No widać, że impreza się rozkręca — pomyślał. Następnie czule poklepał bak motocykla i skierował się w kierunku schodów prowadzących do drzwi wejściowych bloku.
— No wreszcie jesteś! — drobna kobieca postać otworzyła drzwi — Zawsze musisz się spóźniać. To już stało się tradycją…
— A ty ciągle musisz mi o tym przypominać…
— Jak byś się nie spóźniał to bym ci nie przypominała. Zawsze robisz wszystko na ostatnią chwilę a potem jeszcze jak głupi gnasz na tym swoim motorku. Powinni ci go zabrać, kiedyś…
— Ja też się cieszę że cię widzę Agatko — roześmiał się i szybko wszedł do środka. Wyciągnął papierosy i rozpoczął poszukiwanie zapalniczki.
— Nie widziałaś? — zwrócił się do Agaty.
— Zapalniczki? Czy Twojej ukochanej? — zaśmiała się — Nie widziałam. Rozbierz się w końcu i nie stój tak — śmiech stał się głośniejszy — W tej swojej kurtce wyglądasz jak jakiś…
— Jak kto?
— Dobrze wiesz jak kto — parsknęła i odwróciła się.
Zapalniczki nigdzie nie było, odłożył papierosa i zaczął zdejmować ochraniacze
— Rzuć to w tamtym pokoju. Boże jak można coś takiego…
Telefon zadzwonił w chwili gdy zdejmował kurtkę. Zerknął na wyświetlacz. Numer nie był znajomy. Zaklął, podejrzewając, że to znowu coś związanego z pracą. Dziewczyna dalej patrzyła na niego rozbawiona. Jej wesoły nastrój znikał jednak w miarę tego jak docierały do niej strzępki prowadzonej rozmowy.
— Jaki wypadek? Gdzie? Ale jak… Co z nią?
Ktoś próbował go zatrzymać, nie zwracał jednak uwagi na żadne wołania. Dopinając ochraniacz zbiegł po schodach. Silnik jak zwykle zahuczał wysokim, piskliwym głosem. Przy wtórze pisku opon wyjechał na ulicę. Jechał przekraczając wszystkie możliwe zakazy. Dziwna pustka w głowie żadnych uczuć, emocji…. Zbyt późno zauważył zakręt. W ostatniej chwili zredukował prędkość i wystawił ugiętą nogę. Stalowe kulki, zamocowane na ochraniaczu kolana, krzesały iskry w zetknięciu z powierzchnią asfaltu. Ledwie udało mu się utrzymać przyczepność. Pokonał zakręt i znowu przyspieszył. Pędził przez opustoszałe już ulice miasta. Po kilku minutach wyjechał poza nie i zatrzymał się na jednym ze wzgórz. Spojrzał na panoramę.
— Magiczne miejsce. — pomyślał — Dawno już tutaj nie byłem… Podszedł do krawędzi estakady. Wyciągnął papierosy i przypomniał sobie, że nie ma nawet zapalniczki. Przeszukał dokładnie wszystkie kieszenie, znalazł pudełko zapałek. W środku była tylko jedna, odpalił ją i po chwili już mógł zaciągnąć się papierosem.
— Jeśli to miejsce spełnia życzenia to chciałbym, żeby z tego wyszła — wykrztusił przez zaciśnięte wargi. Nie wiedział co robić. Mógł tylko czekać. Na oddział szpitalny i tak nie zostanie teraz wpuszczony. Mimo wszystko postanowił pojechać do szpitala. Założył kask, system odtwarzacza posłusznie wybrał żądany utwór. Przez chwilę bawił się podwyższając obroty silnika. Później ruszył. Tym razem nie jechał już szaleńczo szybko. Był nieuważny i nie mógł się skupić. Jeszcze przed chwilą w jego głowie nie było emocji, teraz dosłownie rozsadzały mu czaszkę. Samochód ścinający zakręt pojawił się nagle. Zareagował szybko, odruchowo. W chwili gdy wydawało by się, że już uda mu się go wyminąć opony motocykla straciły przyczepność. Uderzył w barierkę ochronną estakady. Przeciął ją. Potężna siła uderzenia wyrwała go z siedzenia.
— Dziwne — zdążył pomyśleć — Podobno przed śmiercią człowiekowi ukazuje się całe jego życie, widocznie ja nawet nie mam czego wspominać… Później ogarnęła go ciemność.

Pustka, chłód, głosy, gdzieś daleko, zimno, coraz zimniej, znowu głosy…
— Kim był?
— Nikim, większość życia spędził przed komputerem.
— Przez ile był podłączony do aparatury?
— Trzy miesiące, coś koło tego, brak funkcji… W końcu zdecydowali, że nie warto utrzymywać… I został odłączony.
— To będzie nas sporo kosztować, uszkodzenia są rozległe.
— Zaoszczędzi się na wymazywaniu… Poza tym spójrz na wykres…
— To niemożliwe!
— Skan był powtarzany kilkakrotnie…
— Nikt nie miał takiego wysokiego współczynnika FS. Jest dwunastokrotnie większy od przeciętnej.
— I nie jest ustabilizowany… Wiesz co to oznacza?
— To może stanowić przełom w badaniach.
— Podstawowe funkcje zaczęły wracać… Odczuwa coś?
— To niemożliwe… Choć wykres…
— Powtórzmy sekwencję.
Znowu ciemność…

Biały pokój i przyćmione światło. Po raz kolejny wstał z łóżka będącego tu jedynym meblem i przeszedł wzdłuż jednej ze ścian. Zawrócił i położył się… Czas pomyślał czym jest czas… Przed oczami przesunęły mu się kolejne definicje tego zagadnienia, odruchowo czytał je i rejestrował…
— Ile czasu minęło?
— Brak danych do odpowiedzi na to pytanie — odpowiedział głos w jego głowie.
— Co ja tutaj robię?
— Brak danych do….
— Kim jestem?
— Nie rozumiem takiego pytania…
Hermetyczne drzwi rozsunęły się prawie bezszelestnie. Natychmiast wyskoczył z łóżka, ciało samo przyjęło jedną z pozycji zapewniających osłonę przed spodziewanym zagrożeniem.
— Uspokój się… Jestem tutaj aby poprowadzić twoje…
— Kim jesteś?
— Przecież właśnie Ci mówię…
— Kim ja jestem?
— Dlaczego Cię to interesuje? — postać w białym fartuchu uśmiechnęła się.
— Nie wiem…
— Choć za mną.
Przechodzili kolejne korytarze, rejestrował rozkład mijanych pomieszczeń.
— Wejdź tutaj…
Wykonał polecenie i znalazł się w pokoju zdecydowanie większym od tego w którym dotychczas przebywał. I było tu jeszcze coś… Jakieś dziwne postacie, każda z nich miała zamknięte oczy. Choć nie wydawało mu się aby którakolwiek z nich spała…
— KZ 19 przygotuj się na połączenie ze stacją dokującą…
Rozejrzał się dookoła, nie zauważył aby ktokolwiek zareagował na wypowiedziane przed chwilą słowa. Nagle pokój zniknął a obraz przed jego oczyma zafalował i pojawił się znowu. Teraz był całkiem inny, bardziej wyrazisty, Przedmioty miał inne tekstury… Skądś znał już taki widok… Siedział za kierownicą czegoś co określił jako wyścigowy bolid. Zielone światło zapaliło się i ruszył. Startował z ostatniej pozycji ale szybko dogonił czołówkę. Przez chwilę walczył o pierwsze miejsce, wreszcie ścinając zakręt wysunął się na prowadzenie…
— Jak sobie radzi?
— Znakomicie, czas reakcji prawie niezauważalny, neurokinetyka….
— Wgrajcie do dokera standardowe programy ale o podniesionym stopniu trudności…
— Dobrze.

Wiedział czym jest. Jednostka KZ 19, tak go nazywano. Czasem zastanawiał się jak wygląda świat poza obrazami tworzonymi przez stacje dokujące. Nigdy nie widział nic poza pomieszczeniami rekreacyjnymi i treningowymi. Głos w jego głowie także nie znał odpowiedzi na to pytanie. Głos… Wiedział czym jest głos, dokładnie mu to wyjaśniono. Sama nazwa nic mu nie mówiła — NS 2023, tak nazywał się procesor kontrolujący jego funkcje i przekształcający obraz wysyłany przez doker. Przez chwilę zastanowił się co może być bardziej rzeczywiste pomieszczenie w którym przebywa czy wieczne zmagania w sali treningowej. NS nie udzielił odpowiedzi na to pytanie…
— Przygotuj się! Dziś zaczynasz ostatnią serię… — Nie słuchał dalszej części wypowiedzi Osoby stojącej obok — Za piętnaście minut musisz być w sali… — Osoby… To właściwie NS tak je nazwał. Podczas drogi z sali w której spał do hali treningowej, zwykle spotykał Osoby. NS potrafił bezbłędnie odczytywać ich sygnatury, to co myśleli i co czuli. Czuli… Tego słowa też nie znał do końca. Wiedział jak je zdefiniować ale sama definicja dalej nie była jasna… Mimo tego, a może właśnie dlatego, pytał NS co czują mijające ich Osoby. Odpowiedzią były kolejne dwa słowa nad którymi się zastanawiał — odraza i strach. NS nie podał definicji tych wyrazów…

Nigdy dotąd nie brał udziału w czymś takim.
— Tego nie da się wygrać — pomyślał. Kolejna rakieta chybiła celu… Wyrównał nad pokładem niszczyciela, ogień baterii dosięgnął go. Osłony statku spadły prawie całkowicie. Wyrwał się ale uszkodzenia były już bardzo poważne. Kilka chwil przerwy zanim któryś z grasujących myśliwców nie weźmie go na cel. Nie można sobie pozwolić na kolejny atak i nie ma możliwości poczekania na to aż osłony znów się naładują. Z bronionego frachtowca nadchodziły meldunki o ich krytycznej sytuacji… Jak można…
— Spróbuj… — głos NS brzmiał inaczej niż dotychczas — Potrafisz… Potrafimy, posłuchaj… Coś znajomego wypełniło jego umysł, dźwięki inne niż te towarzyszące walce. Były harmonijne, zlewały się ze sobą niosąc kolory… Poznajesz?
— Nie… Tak… Nie wiem — miał dziwne wrażenie przeżywania czegoś znajomego.
— Zagrajmy…
Ciasny zwrot i włączenie dopalacza, ruch wirowy, lasery prześliznęły się między płatami maszyny. Krótkie serie czołowych wyrzutni znaczyły trasę przelotu. Kolejny zwrot, rakieta namierzyła cel, wypuścił ją nie przerywając ostrzału…

— To praktycznie niemożliwe!
— Tego testu nie powinien przejść nikt nawet maszyna…
— Wskaźniki podskoczyły gdy…
— Co gdy? Chcesz powiedzieć, że nie wiecie jak zaprogramowaliście procesor? Przecież to tylko program. Jak w ogóle mógł odkryć jakąś frazę muzyczną w pamięci jednostki? Nie mówię już o tym jak ją wykorzystał. Przecież to wykracza poza…
— Możliwe, program ma za zadanie stymulować mózg… Analizują dane wybrał po prostu odpowiednią…
— Przestaje mi się to podobać! Trzeba jeszcze raz skontrolować cały bufor programu z innymi jednostkami nie ma tylu…
— Inne nie osiągają takich wyników…
— Powtarzam program musi być…
— Nie ma na to czasu! Jutro musimy przedstawić wyniki… Dotacje kończą się a nam potrzeba spektakularnego sukcesu! Zademonstrujemy KZ – 19 w warunkach walki to zapewni nam kolejne…
— Nie możemy tego zrobić…
— Musimy, doskonale o tym wiesz.

Technicy objaśniali warunki testu, generał nie dał im jednak skończyć.
— To ma być żart? Po zainwestowaniu w te niezbyt pewne programy spodziewaliśmy się wyników! Powtarzam, chcę widzieć wyniki! Rzeczywiste! A nie cholerne symulacje.
— To nie jest symulacja dysponujemy 12 jednostkami, chcieliśmy zademonstrować możliwości jednej…
— Jakie możliwości — generał wskazał na rząd monitorów i hologramów ukazujących obraz obszernego i prawie pustego pomieszczenia. Widoczne były w nim tylko cztery wieżyczki ogniowe ustawione po jednej w każdym z rogów — System ogniowy jest zautomatyzowany. Nie róbcie za mnie idioty… Mogliście ustawić ogień tak, aby omijał cel, to są kpiny…
— Przecież nie możemy użyć żywych…
— No właśnie. Wreszcie powiedzieliście coś mądrego. Zamiast tej całej elektroniki użyjemy kilku moich ludzi, jeśli taki test by się powiódł…
— To niemożliwe! Pan nie wie, na co się decyduje! Naraziłby…
— To ja tu wydaję polecenia! Wyłączcie system ogniowy. A wy… — skinął w kierunku
swojej eskorty — Zajmijcie miejsca w sali ćwiczeń. Ty! — wskazał na jednego z żołnierzy. — Będziesz pełnić rolę zakładnika, pozbądź się broni. Reszta zajmie miejsca automatycznych wyrzutni. Waszym celem będzie zabicie jednostki, która spróbuje wyprowadzić i uratować zakładnika.
Czterech żołnierzy przeszło i posłusznie ustawiło się w narożnikach sali, odbezpieczając broń, piąty stanął w jej centralnym punkcie. Generał zerknął na panel kontrolny i rzucił.
— Możemy zaczynać, wprowadźcie to coś.
KZ 19 szedł dobrze znanymi sobie korytarzami, kierując się do sali połączeń z dokerami. NS odezwał się w jego głowie — Musimy udać się północnego skrzydła. Posłusznie zmienił kierunek, poruszając się zgodnie z mapą przekazywaną mu przez komputer. Nigdy jeszcze nie był w tym rejonie. Rozglądał się dookoła, zapamiętując lokalizację mijanych pomieszczeń. Zatrzymał się przed wyznaczonymi drzwiami.
— Wejdź do środka — rozległ się głos z głośnika umieszczonego nad nimi. Wykonał rozkaz i zlustrował obszerną halę w której się znalazł. W środku znajdowało się pięć osób. NS właśnie przekazywał mu analizę ich portretów psychologicznych i uzbrojenia. Dane wskazywały, iż byli inni od tych osób z którymi miał do czynienia do tej pory. Byli pewni siebie. I nie zwracali na niego zbyt dużej uwagi. Obserwował ich czekając na instrukcje. W pokoju kontrolnym ekipa techników i wojskowych z napięciem wpatrywała się w panele kontrolne.
— Jak mam mu wydawać rozkazy? — spytał sucho generał
— Standardowo. Jednostka ma sygnaturę KZ 19.
— KZ 19 — rzucił generał — Pobierz broń.
Ze ściany obok drzwi wysunęła się półka, na środku niej spoczywał zwykły model pistoletu stanowiącego dodatkowe wyposażenie sił specjalnych. Podniósł go i sprawdził. W magazynku było sześć rakietowo napędzanych pocisków.
— Podejdź do środka pomieszczenia. Na środku stoi zakładnik, musisz go obronić, wyprowadzić i wyeliminować cele wam zagrażające.
— Potwierdzam — głos z głośnika brzmiał dziwnie bezosobowo.
Stał przy ochranianej osobie. NS po raz pierwszy, samodzielnie, bez pomocy dokera, przekształcił obraz pomieszczenia w uproszczoną grafikę wektorową. Cele do eliminacji przybrały czerwony kolor, ochraniany obiekt był zielony. Czekał na rozwój sytuacji… Cele zaatakowały. Tuż przed tym NS podał mu ich możliwe posunięcia i trasę ruchu. Podciął zakładnika i pchnął go w kierunku ściany. Sam wyskoczył w górę unikając pędzących ku niemu kul. W chwili skoku wystrzelił dwa razy, nie śledził toru lotu swoich pocisków od razu zakwalifikował dwa cele jako wyeliminowane. Wykonywał półsalto i półśrubę. Odbił się pod odpowiednim kątem nogami od sufitu, tak by jak najszybciej znaleźć się przy nieprzytomnym po zderzeniu ze ścianą zakładniku. Opadając wystrzelił jeszcze dwukrotnie, eliminując ostatnich wrogów. Widział trajektorię wystrzelonych przez nich kul. Był lekko zdziwiony, wszystkie wystrzały kierowane były bezpośrednio w niego, żaden z celów nie strzelał bezpośrednio do zakładnika. Mimo tego linie ruchu trzech rykoszetujących pocisków krzyżowały się sygnaturą osłanianej osoby. Dwa kolejne strzały miały bezpośrednio strącić pociski nadbiegające z lewej. Wylądował, jego ręka zasłoniła szyję zakładnika. Kula pędząca z prawej strony przebiła warstwę ochronną stroju i utkwiła w jego kości przedramienia. NS zablokował impulsy niosące ból, zachowując najwyższą efektywność bojową oraz pobudzając dodatkowo mechanizmy organizmu mające zrekompensować poniesione uszkodzenia. Wstał podnosząc zakładnika i skierował się w kierunku drzwi.
— KZ 19 potwierdza wykonanie misji. Czekam na dalsze instrukcje…
Cała akcja od chwili gdy komandosi otworzyli ogień trwała niespełna trzy sekundy. Wszyscy po raz kolejny w zwolnionym tempie oglądali sceny walki ujęte różnymi kamerami, analizując zachowanie jednostki.
— Co z żołnierzami, którzy… — pytał generał.
— Żaden z nich nie żyje.
— Dlaczego ich zabił? — w pytaniu nie było słychać żadnych emocji.
— Przecież kazał mu pan ich wyeliminować…
— Rozumiem — generał nawet się uśmiechnął — To było coś niesamowitego. Musicie zapewnić nam jak najwięcej tego typu jednostek. Nie muszę chyba mówić, że wasz budżet nie ma teraz praktycznie ograniczeń… Te dwanaście jednostek, które macie gotowych? Jak szybko je możemy mieć?… O to idealnie. Jest pan doktorze geniuszem! Zawsze popieraliśmy pana badania i nie zawiedliśmy się na panu…
Przy bocznym hologramie kilku techników dalej analizowało odczyty z testu.
— Dlaczego naraził się na uszkodzenie? Przecież program powinien mieć na celu głównie ochronę jednostki…
— Miał rozkaz osłonić zakładnika…
— Ale komputer nie powinien na to pozwolić kosztem strat własnych
— Widocznie jednak pozwolił… Przecież wszystko zależy od zadania jakie miał wykonać.
— To coraz mniej mi się podoba, algorytmy tego NS są coraz bardziej niestabilne, on sam podejmuje decyzje, szkoda tylko, że jeszcze sam nie zaczął myśleć… Wtedy…
— Zamknij się! Zastanów się nad tym co mówisz! Znudziła ci się praca tutaj? Pomyśl co będzie jeśli ujawnimy jakiekolwiek anomalie w testowanym modelu… Wykonamy dodatkowe testy i skonfigurujemy system wtedy gdy czas na to pozwoli. Na razie radzi sobie idealnie i tak ma pozostać.

Wszystko się zmieniło. Życie w jednostce wyglądało zupełnie inaczej. Jako dowódca komórki szturmowej, złożonej z podobnych sobie, mógł teraz swobodnie poruszać się po terenie całej bazy. Nazywał się też inaczej, jak wszyscy członkowie elitarnych oddziałów nosił kryptonim. Sam go sobie wymyślił, no może niekoniecznie sam. W zasadzie pomysł pochodził od NS ale wydawało mu się, iż sam dźwięk tego słowa jest mu dziwnie znajomy… Większość ludzi nie wiedziała kim jest naprawdę a on starał się naśladować ich zachowania. Pomagał mu w tym NS, analizując wiele różnych czynników, potrafił bezbłędnie odgadywać o czym w danej chwili myślą inni. To z kolei pomagało odpowiadać na ich reakcję zgodnie z tym jak sobie tego życzyli. NS twierdził, iż większość ludzi go przez to polubiła. Znał definicję tego słowa, znał definicję wszystkich słów odnoszących się do uczuć, nie wiedział tylko co one dokładnie oznaczają…

Kolejna akcja, tym razem był tylko obserwatorem. Jego zadaniem miała być analiza ataku sekcji złożonej z ludzi. Większość z nich znał osobiście. Prowadził luźną rozmowę z grupą, analizując jednocześnie dane dostarczane przez komputer. Teren akcji był trudny a dostępne informacje nie były zbyt pomocne. NS sam starał się je zgromadzić. Nadrzędne cele mówiły o braku strat wśród ludności cywilnej. Zadanie trudne do wykonania, nie tylko ze względu na brak informacji o ewentualnych zakładnikach. Okolica była gęsto zaludniona a zajęty przez terrorystów budynek znajdował się w samym centrum miasta. Miejscowa policja zamknęła najbliższe skrzyżowania ale tłum ludzi żądnych zobaczenia niecodziennego „widowiska” i tak jego zdaniem znajdował się zbyt blisko zagrożonej strefy. Trzy czarne transportery zatrzymały się poza zasięgiem wzroku tłumu. Sekcja A ruszyła wykorzystując labirynt podziemnych tuneli wentylacyjno – kanalizacyjnych. Miał dokładne informacje o ruchach poszczególnych członków grupy, mimo to udawał, że spogląda w ekran kontrolny. Koordynator, siedzący obok, objaśniał mu poszczególne etapy misji. Pierwsi komandosi weszli do budynku. Czujniki ruchu nie wykryły żadnej aktywności.
— Pierwsze piętro sprawdzone i zabezpieczone. Brak śladu zakładników i terrorystów… Piętro drugie sprawdzone i zabezpieczone…
Dziwne aparatura komputerowa nie wykrywała zupełnie nic, żadnych sygnatur.
— Piętro piąte…
Seria eksplozji. Odczuł je natychmiast, nie były duże, jednak… NS zlokalizował epicentra wybuchów. Drugie piętro budynku. Ładunki wybuchły przy każdym z przejść odcinając budynek od drugiego piętra wzwyż. To niemożliwe aby przeoczyli materiały wybuchowe, pomyślał. Słyszał odgłosy walczących żołnierzy…
— Sekcja A dostaliśmy się w pułapkę… Silny ostrzał… Eksplozje poniżej. Nie ma żadnych informacji o rzekomych zakładnikach. Tracimy łączność nasze systemy echo są zakłócane… Musimy dostać posiłki…
Słyszał dalejgłosy żołnierzy… Nakładały się na wydzielonym paśmie. NS określił iż w ciągu najbliższych dziesięciu minut sekcja A straci około osiemdziesięciu procent swoich ludzi. Próbował połączyć się z bazą. Brak łączności. Żadnych rozkazów. Głosy, przekleństwa, kolejny zielony wskaźnik zgasł.
— Kamak, sekcja Alfa A, rozpoczynam akcję w odpowiedzi na… Przerwał, NS podał dane o kolejnych możliwych eksplozjach. Szybko opuścił pojazd dowodzenia. NS pracował jeszcze nad przyjętą taktyką… Rzeczywistość ustąpiła komputerowej symulacji. W chwili eksplozji zebrany tłum ogarnęła panika. Policja z trudem starała się utrzymać porządek. Zatrzymał jednego z policjantów, jadącego w kierunku centrum akcji.
— Zsiadaj — polecił krótko. Ten bez zbędnych pytań, przekazał mu swój pościgowy motocykl. Ruszył w kierunku budynku. Policja widząc strój jednostek sił specjalnych natychmiast starała się utorować mu drogę. Przedarł się przez kordon ochrony. Z drugiego piętra unosiły się strużki dymu. Tutaj nie było słychać strzałów ale NS na bieżąco przekazywał mu dane o trwającym w środku piekle. Miał już cały obraz sytuacji. Zawrócił, kierując się na kładkę dla pieszych prowadzącą w kierunku budynku. Wjechał na nią i zaczął się rozpędzać. W najdogodniejszym momencie wyskoczył z motocykla w kierunku ściany budynku. Trajektoria była doskonale obliczona. Wystrzelił by rozbić okno i miękko wylądował w środku. NS skanował budynek korzystając z całej jego sieci komputerowej. Miał już podgląd ładunków, rozmieszczone były na każdym piętrze, odpalane w cztero minutowych sekwencjach… — T minus 15 do eksplozji na trzeciej kondygnacji — przypomniał NS. Skierował się do wind. Ciężka podręczna broń wbiła pancerne drzwi w głąb szybu. Wskoczył w środek chwytając się lin zabezpieczających elewator. NS przejął sterowanie windami, pozbawiając je zabezpieczeń. Przeciwwaga ruszyła w górę, ciągnięta przez opadającą windę. A on razem z nią, pozostawiając za sobą błysk eksplozji. Ostry świst i swąd palonego metalu, NS zatrzymał windę, przekazując mu uzupełnioną symulację piątego piętra. Kolejne drzwi szybu wyleciały z hukiem. Ruszył do akcji starając się nawiązać kontakt z członkami sekcji A. Piętro pełne było dymu i pozostałości gazów użytych w walce. To mu nie przeszkadzało. Nie powinno też przeszkadzać ludziom sekcji. Ale… przypomniał sobie, że sprzęt elektroniczny jaki mieli został już raz oszukany, wątpił by dalej walczyli wykorzystując go… Biegł do przodu, walki przeniosły się już na siódme piętro, sekcja posuwała się do przodu. Mijał zwłoki terrorystów, rozpoznawał też ciała żołnierzy. Dopiero teraz uzyskał kontakt z resztą grupy.
— Kamak, Alfa A, jaki jest wasz status?
— Czterdzieści procent strat, wysiadła elektronika, posuwamy się do przodu, brak danych o zakładnikach..
Widział już walczących ludzi. Komandosi posuwali się do przodu zajmując kolejne partie budynku.
— Przejmuję kontrolę misji — stwierdził — Wycofać zespół do zabezpieczenia piętra. Budynek jest obecnie odcięty na poziomie trzecim. Terroryści użyli ładunków typu fidraw. Analiza taktyczna wykazuje kompleksową detonację materiałów na każdym piętrze w cztero minutowych sekwencjach…
Jakby na potwierdzenie tego przez szkielet budynku przebiegł wstrząs spowodowany kolejnymi eksplozjami
— Wróg wciąga nas w pułapkę zamykając drogę odwrotu. Proszę skierować grupę w celu rozbrojenia ładunków.
— To nic nie da. Bez systemów echo, nawet gdybyśmy wiedzieli gdzie one są, niemożliwe będzie…
Analizował sytuację, sekcja wycofała się zabezpieczając teren. Strzały umilkły. Przeciwnik oczekiwał wiedząc, że wcześniej czy później komandosi znów będą musieli ruszyć w górę.
— NS mamy kontakt z bazą?
— Pole transmisji jest niedostępne..
— NS czy napotykasz trudności w penetrowaniu sieci biurowca?
— Znikome, dla echa system jest niedostępny poprzez zakłócenia emitowane z wewnątrz budynku. Lokalizacja źródła nie jest jeszcze możliwa. Pracuję nad przełamaniem kodów fidrawów… To jednak trochę potrwa bez pomocy stacji dokującej…
Nagle głos NS zmienił się przybierając inna barwę
— Zostaliśmy zaatakowani!
— O czym ty mówisz? Przecież walka…
— Obcy doker! Namierza moje systemy, tracę kontrolę sieci… Wciągnął nas w pułapkę! Narzuca system!
Wirtualna rzeczywistość odwzorowująca obecną sytuację ustąpiła światu generowanemu przez stację.
— Gdzie jesteśmy?
— To rodzaj gry…
— Zasady NS! Jakie są zasady?!
Porucznik przyglądał się członkowi Alfy A, jeszcze przed chwilą wyglądał normalnie, teraz jego oczy zaszły dziwną mgłą, sprawiał wrażenie nieobecnego. Co się panu stało? — spytał…

— Rodzaj tronu — NS przedstawiał obowiązujące reguły — Przeciwnik dysponuje przestrzenną mapą i trzema osłonami umożliwiającymi przejście przez nasze linie. My nie mamy żadnej z tych rzeczy, szanse oceniam na około piętnaście procent… Spróbuję…
— Zagraj
— Nie rozumiem polecenia?
— Zagraj muzykę…
Dwa okratowane bolidy zielony i żółty ruszyły, pędząc ku sobie kursem kolizyjnym. Kwadraty wyznaczające planszę rozgrywki zapalały się tuż po przejechaniu, rosnąc w górę i tworząc swoisty mur powstający za uczestnikami gry. Warunkiem zwycięstwa było zamknięcie przeciwnika… Tuż przed zderzeniem skręcił w lewo, przeciwnik w prawo, teraz mknęli obok siebie. Skręt w prawo i lewo, wszedł w wolna przestrzeń pomiędzy dwoma pozostawionymi śladami. Przejechał długość śladu i zawrócił, dodatkowy skręt w prawo i lewo… zdezorientowany przeciwnik po raz pierwszy musiał użyć osłony.
— Nasze szanse wzrosły ale zwycięstwo jest nadal…
— Mylisz się NS to ON nie ma żadnych szans, nie miał ich już przed rozpoczęciem tej gry…
Objechał pole poszukując przeciwnika. Zauważył wzrastające linie, uśmiechnął się i skręcił tuż przy murze kończącym arenę, ruszył na jego spotkanie…
Procesory obcego dokera pomagały swojemu użytkownikowi. Algorytmy prawdopodobieństwa obliczały potencjalne ruchy ofiary, uwzględniając błędy spowodowane niewiadomą współczynnika FS. Wszystko poszło gładko, przesłał dane użytkownikowi. Ofiara jednak zachowała się zupełnie inaczej. Komputer rozpoczął obliczenia od nowa, powiększając współczynnik błędu. Znowu nic. Uruchomił aplikację mającą zmierzyć obcy FS, teraz nie może być już pomyłki… Otrzymał dane i jeszcze zanim je wprowadził te zmieniły się wzrastając geometrycznie. Wykonał sprawdzenie kontrolne. Suma nie zgadzała się. Aplikacja nie potrafiła określić górnej granicy FS ofiary i zawiesiła się. Zrzucając jądro pamięci przeciążonych procesorów komputer rozpoczął pracę od nowa… Nie zdawał sobie sprawy że przegrywa, gubiąc się we własnych algorytmach. Coraz bardziej rozszerzał pole obliczeń wprowadzając większe tolerancje na FS ofiary. FS, współczynnik szczęścia, jedyna niewiadoma której nie mógł przewidzieć i uwzględnić…
Użytkownik dokera wiedział już, że przegra, wykorzystał ostatnią osłonę i był zamknięty w ciasnej przestrzeni, wcześniej czy później pole skończy się a on uderzy we własną ścianę. Na mapie widział, iż jego przeciwnik jeździ po kilkakrotnie większym terenie, nie łudził się że może on popełnić jakiś błąd. Odruchowo chciał zerwać połączenie ze stacją dokującą. Oczywiście nic się nie stało. Doker bojowy nigdy nie zrywa połączenia. W tej rzeczywistości można tylko wygrać. Ten kto przegrywa, popatrzył na zbliżającą się ścianę, po prostu ginie…
Ściany opadły, rozgrywka była skończona.
— Jak ci się podobało NS?
— Obcy doker przejęty, pełna kontrola sieci, wykorzystuję stację do złamania kodów i przywrócenia echa…
— Czy ty czasem odpowiadasz na pytania NS?

— Kapitanie co się z panem dzieje? — ponowił pytanie dowódca sekcji A.
— Nic, po prostu przez chwilę myślałem… — porucznikowi wydawało się, że zauważył coś w rodzaju uśmiechu na twarzy kapitana. — Cholera, pomyślał. Ci z Alfy A są jednak dziwni…
— Poruczniku jeśli wybuchy dotrą tutaj ruszycie na wyższe kondygnacje. Teraz macie tu zostać i zabezpieczać siódemkę.
— Mamy czekać tutaj aż…
— Rozkazy są jasne, resztę zostawcie mnie.
— Tak jest — powiedział głośno po czym przeklął w duchu — On chyba jest psychicznie chory…

Kamak natychmiast ruszył dalej. Na kolejnych piętrach nie napotykał zbyt gwałtownego oporu. Strzelał tylko sporadycznie. Nie było zbyt dużo celów. Doskonale zdawał sobie sprawę, że wchodzi w pułapkę. Atak obcego dokera. Nie sadził, że ktoś poza agencją wykorzystuje dokery bojowe. Wszystko stawało się jasne, jedna wielka farsa zaplanowana by przejąć technologię agencji. Technologię, której on i NS byli dziełem…Ostatnie piętro… To co zobaczył na chwilę go zatrzymało…

Porucznik nie mógł ustać w miejscu, poruszał się nerwowo i klnął pod nosem. Systemy bojowe powoli zaczęły się resetować, miał nadzieję, że wkrótce zadziałają. Z góry dochodziły go odgłosy strzałów i wybuchów
— Eksplozje na szóstce za około niecałą minutę. — poinformował jeden z żołnierzy
Może i kapitan jest psychicznie chory — myślał porucznik, ale odgłosy świadczą, że jeszcze żyje. Nikt, nawet jeśli zamierza popełnić samobójstwo, ruszając samotnie przeciwko armii uzbrojonych debili.. Nikt! — kolejna wiązanka przekleństw — Nikt z sekcji nie ginie samotnie!
— Ruszamy się na górę! Dowódca na pewno potrzebuje pomocy a systemy łączności nie pozwalają na kontakt… Jazda!
Żołnierze natychmiast ruszyli, każdy z nich podświadomie wyczekiwał tego rozkazu…

Ostanie piętro… Większość zajmowała tu sala konferencyjno – bankietowa to właśnie tam skupiony był wrogi oddział, tam oczekiwali na niego… Kierując się do niej sprawdzał pomieszczenia znajdujące się po drodze. W każdym z nich natrafiał na zwłoki ludzi pracujących w budynku. Ludzi zapędzonych na górę i po prostu rozstrzelanych… Rozstrzelanych zanim jeszcze sekcja włączyła się do akcji. Nie było żadnych zakładników. Stanął przed ścianą i drzwiami prowadzącymi do sali. Owładnęło nim dziwne uczucie, ręka mocniej zacisnęła się na rękojeści szturmowej broni. NS analizował wrogie sygnatury rozmieszczone za ścianą.
— Gotowy? — spytał w myślach
— Jestem gotowa — nie zwrócił uwagi na stylistykę wypowiedzi NS — Kody blokujące echo zostały przełamane, uaktywniam systemy sekcji…
— Nie wygramy tego prawda?
— Nie.
— Mimo to zagramy…
— Mimo to zagramy… Mam dla Ciebie specjalną muzykę, posłuchaj…
Wsłuchał się w płynące dźwięki, dźwięki pomieszane z kolorami…
— Znam ją… Nazywa się Ironic…
— Wiem… — w głosie NS wyczuł niespokojny ton — Wiem, że ją znasz…
Poczekał jeszcze chwilę aż rozpocznie się refren piosenki potem ruszył…

Komandosi poruszali się bardzo szybko, odgłosy walki nagle przybrały na sile
— Poruczniku systemy echa znowu są aktywne.
— Przejść na infrawizję! — polecił — I ruszać się do cholery! — Ciężkie miotacze, sterowane komputerowo, znowu ożyły, czujniki ruchu szukały potencjalnych celów.

Wyrzutnia wystrzeliła trzy razy. Szczątki drzwi wpadły do środka a w ścianie zajaśniały dwie olbrzymie wyrwy. Zaraz potem do środka wpadły granaty oślepiająco – hukowe. Wskoczył przez wyrwę po lewej stronie, uniknął ognia automatycznych posterunków ogniowych, natychmiast likwidując ruchome wieżyczki. Poruszał się jak w transie, wykorzystując każdą możliwą zasłonę. Broń ustawiona była na pojedynczy ogień. Jeden strzał, jeden wyeliminowany cel. Pociski napędzane niewielkim ładunkiem rakietowym bezbłędnie niszczyły zarówno zautomatyzowane działa jak i żywe cele. Nigdy się tak nie czuł, coś dziwnego działo się w środku jego umysłu. Znowu strzał. Sam nie mógł uniknąć wszystkich pędzących w jego kierunku wystrzałów. Starał się je rykoszetować, wykorzystując durrometalową płytkę ochronno – bojową opasającą nadgarstek jego prawej ręki. Jednego z pocisków nie udało się zrykoszetować, uderzył tuż powyżej płytki wbijając się w ciało…
— To nic — pomyślał. Zanim odczuł krótki impuls bólu, natychmiast stłumiony przez NS, zdążył jeszcze odbić kolejny pocisk. Cały czas nie przerywał własnego ostrzału. Walczył w samym centrum, to dawało mu przewagę. Wrogowie wykorzystując ciężką broń i bezwładnie strzelając czynili na razie więcej szkody sobie niż jemu… Nawet systemy automatyczne miały duże kłopoty z jego namierzeniem. W końcu wystrzelił ostatni ze swoich pocisków, odrzucił broń — Nie ma czasu na przeładowanie — pomyślał. Właśnie próbował wyskoczyć w górę by uniknąć ognia namierzającej go wyrzutni gdy jednak z kul uderzyła w jego nogę. Siła odrzutu zachwiała nim i nie pozwoliła dokończyć wybicia, upadł i potknął się. Natychmiast przetoczył się i szybko wykonał salto do tyłu, wylądował za jednym z celów. Ten jeszcze nie zdążył się dokładnie odwrócić gdy wysunięte z płytki na ręce ostrza prawie oddzieliły jego głowę od reszty ciała. Przez chwilę wykorzystał ciało osłaniając się nim jak tarczą, szybko jednak pochwycił broń martwego napastnika i ruszył dalej.

Sekcja dotarła na górę, porucznik widział wyraz twarzy swoich ludzi gdy natknęli się na trupy zabitych z zimną krwią zakładników. Nikt nie powiedział ani słowa, nikt nawet na sekundę nie zatrzymał się ale on widział, widział to co odczuli wszyscy. Dotarli do głównej sali w środku rozgrywało się istne piekło. Wszyscy strzelali do cienia, niezwykle szybkiego cienia. Zanim wbiegł w głąb pomieszczenia uświadomił sobie, że jeszcze nigdy nie widział tak szybko poruszającego się i wyszkolonego człowieka jak kapitan. Ciekawe gdzie ich tego uczą, zastanowił się jeszcze oddając pierwszą serię strzałów i rzucając granat dekompresyjny.

Poruszał się z trudem rezerwy organizmu były już na wyczerpaniu, NS nie mógł nawet zatrzymać wszystkich impulsów nerwowych biegnących z ran które otrzymał… Znowu potknął się, chciał wstać ale NS mu na to nie pozwolił. Dopiero później usłyszał huk eksplodujących granatów. Przylgnął do podłogi jeszcze bardziej, unikając fali ciśnienia powodowanej powstaniem miejscowej próżni, tworzonej przez wybuchający granat. W następnej chwili znalazło się przy nim dwóch żołnierzy sekcji. Kolejni posuwali się dalej. Wstał i ruszył razem z nimi. Opanowanie sytuacji zajęło niecałą minutę. Sekcja przejęła całe pomieszczenie.
— Kapitanie jest pan poważnie rany — jeden z żołnierzy sięgał po swój medpakiet
— W porządku, to nie jest tak groźne jak wygląda… — odezwał się do niego
— Co nie jest groźne? — usłyszał głos porucznika.
— Obrażenia…
— Pan chyba żartuje!
— To nie jest jeszcze koniec… Ładunki musimy rozbroić ładunki… — przerwał, NS podał mu nowe dane, człowiek znajdujący się na dachu budynku, człowiek, któremu udało się uciec najpewniej mający ze sobą żywego zakładnika.
— Nie wiem czy zdążymy, mamy już kontakt z bazą, śmigłowce mające nas ewakuować są już w drodze.
— Na dachu jest jeszcze jeden terrorysta, ma zakładnika i najpewniej kontrolę detonatora…
Porucznik nawet nie pytał skąd kapitan czerpie te informacje, skinął na dwóch ludzi, ci ruszyli w kierunku szybów.
— Stójcie — Kamak zwrócił się do nich — Muszę się tym zająć sam…
— Jest pan ranny…
— Słyszeliście co powiedziałem — wyminął ich i ruszył na dach
— Kapitanie! Zapomniał pan o czymś. — porucznik chwycił swoją broń i rzucił w kierunku kapitana. Ten nawet się nie odwracając po prostu pochwycił ją w locie, przeładował pusty magazynek i wszedł do szybu.

Sprawność dwanaście procent i spada… — komunikował NS — Zajmij się tym… Ostatnie rezerwy biostymulantów zaczęły wypełniać jego ciało. Ból zgasł szybko, zmęczenie i niedogodności spowodowane ranami ustąpiły… Był już na dachu, przy prawej krawędzi stał człowiek. Trzymał przed sobą kobietę.
— Nie zbliżaj się bo wszystko zdetonuję!…
Odepchnął kobietę, ukazując pas z ładunkami, które miał na sobie i detonator do fidrawów, umieszczonych niżej. Kobieta stała teraz dwa metry od niego, niezdolna do wykonania jakiegokolwiek ruchu.
— A zanim to zdetonuję to najpierw zabiję ją a ty będziesz się temu przyglądał! — człowiek mówił dalej, trzymając w jednej ręce detonator a w drugiej automatyczny pistolet skierowany w kobietę.
— Analiza – Kamak zwrócił się do NS — To, że zabije zakładniczkę jest pewne w stu procentach, to że zdetonuje ładunki jest równe zeru, on nie chce umierać, to on dowodził oddziałem terrorystów, choć nie miał udziału w planowaniu akcji, poza tym właśnie przełamuję kody do zapalników… Kłopot w tym, że otrzymuję sygnały z bazy… Chcą go mieć żywego… — I?… — I nic, przecież zanim otrzymaliśmy ten sygnał to już nie było tutaj nikogo żywego oprócz zakładniczki…
Wystrzelił, pierwszy pocisk przestrzelił nogę kobiety, ta upadła na ziemię i dzięki temu uniknęła serii wystrzelonej z automatycznej broni. Drugi pocisk oderwał połowę dłoni terrorysty razem z trzymającym ją pistoletem. Do jego uszu dotarł przeraźliwy krzyk. Terrorysta wypuścił detonator łapiąc się zdrową ręką za krwawiącą ranę… Spokojnie podszedł do nieprzytomnej kobiety podniósł ją i ruszył w kierunku drzwi szybu… Za sobą słyszał stek przekleństw przechodzących stopniowo w rozpaczliwe błaganie…
— Poddaję się! Kurwa! Poddaję się! Musisz mnie aresztować…
— Chyba o czymś zapomniałeś? — Kamak odwrócił się będąc już przy drzwiach.
— Proszę! Jestem… Musisz mnie aresztować…
— Zdecydowanie o czymś zapomniałeś…
— O czym!?…
— Zapomniałeś zdetonować swój ładunek — rzucił zamykając drzwi, usłyszał jeszcze głośny krzyk przechodzący w żałosny skowyt. NS wysłał sekwencję odpalenia. Krótki wybuch, metalowe kule umieszczone w wybuchowym pasie wbiły się w drzwi, które zamknął. Potykając się schodził na dół, jeden z komandosów przejął zakładnika, porucznik podszedł do niego i podtrzymał przed upadkiem gdy zachwiał się po raz kolejny. Nagłą ciszę przerywały zbliżające się powoli dźwięki, wydawane przez nadlatujące śmigłowce bojowe sekcji.

Sztab kryzysowy analizował feralną akcję.
— To była katastrofalna porażka….
— Zostaliśmy wciągnięci w pułapkę…
— Powinniście być na to przygotowani!
— Nie rozumie pan prezydencie, nie walczyliśmy z jakimiś nieudacznikami to nie byli prawdziwi terroryści, potrafili zakłócić nasze systemy, wykorzystywali doker i chodziło im o przejęcie naszej najnowszej technologii… Skąd o niej w ogóle wiedzieli? — generał zapytał się ironicznie — I czy to nie nasuwa panu, panie prezydencie żadnych skojarzeń?
— Nic mnie to nie obchodzi, macie się tym zająć…
— Nie mamy szczegółowych danych o wrogach, nie wiemy nawet…
— Nic nie wiecie! Nie będę powtarzał dwa razy. Ten problem mnie nie interesuje macie się z nim uporać i wyeliminować każdego kto zagraża prymatowi naszej technologii.
— Od czegoś trzeba jednak zacząć…
Generale, chyba nie trzeba wam tłumaczyć jak dziecku, uderzcie w każdy ośrodek, nawet cywilny, wszędzie tam gdzie istnieje chociaż cień podejrzenia, że ktoś może nielegalnie bawić się i próbować złamać monopol jaki daje nam trzymanie pieczy nad zaawansowaną nanotechnologią…
— To związane jest z ryzykiem błędu a żołnierze nie będą walczyć z cywilami…
— Żołnierze może i nie, ale od czego macie te nowe zabawki! Zrozumiano?
— Oczywiście…

Leżał w sali szpitalnej swojej jednostki i szybko powracał do zdrowia, większość czasu rozmawiał z NS. Ich rozmowy różniły się teraz znacznie. Wiedział, że sam jest maszyną stworzoną przez techników laboratorium. Choć NS złościł się gdy tak mówił. Trudno też było mu myśleć o NS jako o procesorze umieszczonym w jego mózgu, NS nie zachowywał się jak komputer, on sam też zresztą nie… Do sali wszedł generał, poznał jego głos. To on wydawał mu rozkazy podczas jego pierwszej akcji, nie pamiętał jej szczegółów, pamiętał tylko, że miał obronić zakładnika… Oczywiście wykonał zadanie, tego był pewien…
— Jaki jest jego stan? — generał zwrócił się do pracujących lekarzy.
— Funkcje organizmu szybko się odnawiają, wszystkim steruje jego komputer w zasadzie tylko podajemy mu niezbędne mikroelementy i biokomponenty, on wykonuje resztę…
— Doskonale. Jak szybko będzie gotowy?
— Proces regeneracji zajmie jeszcze około trzech dni ale chcieliśmy skierować go na badania kontrolne systemu do głównego laboratorium…
— Nie widzę takiej potrzeby, dowódca Alfy A jest mi potrzebny, za trzy dni muszę skierować go do następnej akcji więc zajmijcie się nim. Ma być fizycznie w pełni sprawny…
—T ak, ale….
— Nie ma żadnych ale! Ale może chcecie to ze mną przedyskutować?
— Nie, oczywiście, że zrobimy co w naszej mocy aby…
— Więc skończcie gadanie i do roboty — generał odpowiedział już wychodząc.
— Dlaczego mu nie powiedziałeś? — odezwał się jeden z lekarzy — Jego komputer odrzuca procedury skanowania Na dobrą sprawę nie mamy od niego nawet pełnego zapisu ostatniej akcji. On odmawia do siebie dostępu! Powinniśmy skierować go do laboratorium Dominium, tutaj nie ma odpowiedniego sprzętu…
— Dlaczego sam tego nie powiedziałeś? Jak widzisz ja nie zauważyłem żadnych anomalii…

Dwa bezgłośne śmigłowce zwiadowcze zawisły nad budynkiem niczym upiorne jastrzębie, natychmiast otworzyły się luki desantowe. Dwanaście ciemnych sylwetek wyskoczyło w dół.
Miał kontakt z każdą jednostką alfy A. Wystrzelił linę hamującą, ta zahaczyła wyżej i sprężynując pozwoliła mu na wtargnięcie do przewidzianej dla niego kondygnacji budynku. Otrzymywał potwierdzenia od pozostałych członków, każdy znalazł się bezbłędnie w miejscu wyznaczonym przez taktyczną symulację wykonaną przed akcją. Każdy też natychmiast ruszył do walki. Według danych grupa, którą mieli wyeliminować miała powiązania z terrorystami, którzy zajęli niedawno budynek w centrum miasta… Tutaj nie było zakładników to jedna z ich siedzib. Przypuszczał, że jego oddział wyeliminuje wszystkich w ciągu trzech minut. Przeszedł kolejne pomieszczenie nie spotkał jeszcze żadnego wroga, spodziewał się dużo większego oporu. Kolejne drzwi… Wreszcie! Czerwony wskaźnik! Wykonał standardowy unik, tamten nie strzelał jednak w jego kierunku. Precyzyjnie namierzył cel…
— Przestań! — ostry ból szarpnął całym jego ciałem, obraz zamigotał najwyraźniej NS stracił połączenie z dokerem kontrolującym i przekazującym obraz działań w budunku.
— Musisz przestać!!! — starał się odzyskać ostrość widzenia po nagłym zaniku wirtualnego przekazu. Ból nie pozwalający mu strzelić i ten głos… Przecież to głos…
— NS co się dzieje co ty mówisz?
— Przestań mnie tak nazywać. Nie jestem maszyną… Zerwałam połączenie z dokerem…
— Zerwałaś połączenie… Dlaczego zerwałaś? — Dopiero teraz zdał sobie sprawę co się dzieje… Odzyskał zdolność widzenia. Pomieszczenie było obskurne. W jego kącie siedziało przestraszone dziecko. To właśnie ono w symulacji było jego czerwonym wskaźnikiem.
— Kontrolowałam symulację przekazywaną przez stację a to na pewno nie wygląda na obóz terrorystów. Zerwałam kontakt, nie pozwolę nam zabijać bezbronnych… Musimy się spieszyć oni zaraz zorientują się co się dzieje…
Podbiegł do dziecka, dziewczynka przytuliła się do niego…
— Mów do niej jest przestraszona, weź ją na ręce, musimy uciekać…
— Nie bój się jestem żołnierzem sił specjalnych, już nic Ci nie grozi — chwycił ją i odwrócił się.
— To jej nie uspokaja…
Próbował jeszcze wykonać unik ale kula trafiła dziewczynkę. Jednostka numer cztery składała się do kolejnego strzału. W tej chwili pocisk z jego wyrzutni bezbłędnie ją trafił. Siła odrzutu wypchnęła szczątki razem z oknem i kawałkami ściany na zewnątrz. Patrzył na krew spływającą po jego bojowym stroju. Patrzył w wolno gasnące oczy dziewczynki. Cały czas mocno przytulała się do niego. Dopiero po chwili dotarł do niego głos…
— Nic nie mogliśmy zrobić, nie widziałam… Musimy się stąd wydostać…
— Wiem ale może…
— W budynku nie ma już nikogo żywego…
Rozpoczął bieg, cały czas mocno trzymał dziecko, jego broń odzywała się raz za razem, torując im drogę ucieczki. Nie zawracał sobie głowy szukaniem przejść. Chciał tylko opuścić budynek po drodze zlikwidował jeszcze kilka jednostek ze swojego oddziału… Był już blisko wybił okno i wyskoczył. Ta wysokość pozwalała już na bezpieczne lądowanie. Natychmiast podjął bieg. Kierował się w kierunku pobliskich, niskich, zabudowań, zgodnie z Tym co przekazywał mu NS.
— NS co znajdziemy w… — lekki dreszcz przebiegł przez całe ciało
— Przecież mówiłam żebyś tak mnie nie nazywał…
— Więc jak mam Cię nazywać?
— Pomyśl przecież pamiętasz…
— Jak mogę pamiętać? — NASTKA — imię pojawiło się w jego głowie.
Wkroczył w linię zabudowy i znalazł się w czymś co przypominało warsztat motoryzacyjny.

— Co tam się do cholery dzieje? — dopytywał się generał.
— Straciliśmy kilka jednostek…
— Że co! Jak mogliście…
— Sytuacja się skomplikowała. Jedna z maszyn odrzuciła połączenie z dokerem, nie wiemy jak to możliwe. To ona zniszczyła… Właśnie ją namierzyliśmy…
— Tłumaczyć będziecie się później! Musicie ją zniszczyć! Ktoś za to odpowie…
Śmigłowiec szturmowy stanowiący ubezpieczenie skierował się na wyznaczone koordynaty.

— Ona nie żyje…
— Wiem… — delikatnie położył dziecko na posadzce, dopiero później rozejrzał się dokoła. Znalazł coś co wywołało serię obrazów, obrazów atakujących jego umysł… — Nastka…
— Nic nie mogę na to poradzić… Musimy się stąd wynosić…
Skupił się i obrazy znikły. Szybko skierował w róg hali do rzeczy, która je wywołała. Silnik odpalił od razu, dziwnie znajomy głos… Zielona Honda wyjechała przez otwartą bramę. Dotarł do autostrady, skręcił w kierunku miasta. Powoli wstawał świt i ruch na drodze zwiększał się. Przyspieszył… Zza pobliskiego wzgórza wypadł szturmowy helikopter zasypując jezdnię gradem pocisków. Kilka samochodów zostało trafionych, helikopter przemknął nad nimi i dalej kierował się za uciekającym motocyklem.
— Goni nas szturmowy SkiTras… Uzbrojenie… — Nastka przekazywała mu dane. —Prędkość maksymalna trzysta km/h…
— Więc mamy równe szanse… Nawet jesteśmy lepsi… — silnik wył na najwyższych obrotach ciągle ich rozpędzając. Lawirował między pojazdami.
— Nie mogę zapewnić nam symulacyjnego podglądu…
— Nie musisz, dam sobie radę…
— Wiem, nie wiem tylko czy ja dam sobie radę, stacja z pokładu śmigłowca cały czas mnie namierza…
— Ty też dasz sobie radę…
Mknęli autostradą, pilot próbował ich namierzyć ale nie było to takie proste. Ruch był już duży a on nie mógł popełnić kolejnego błędu. Od czasu do czasu automatyczny system kontroli ognia odzywał się ale jak do tej pory żaden z pocisków nawet nie zbliżył się na odległość stanowiącą jakiekolwiek zagrożenie dla ściganego. Połączył się ze swoim dokerem to powinno szybko załatwić sprawę.
— Pilot korzysta z dokera… Teraz będę mogła go oszukać… Zwolnij..
— Co?
— Zwolnij bo nie wyrobimy się w czasie… Będę podawać Ci dane…
Zwolnił dostosowując się do wskazań Nastki, helikopter szybko znalazł się niebezpiecznie blisko… W tej samej chwili Nastka przejmowała kontrolę nad komputerem pobliskiej stacji kolejowej… Kontroler był lekko zdziwiony gdy jeden z automatycznych składów nagle ruszył. Spojrzał na ekrany kontrolne, wydawało mu się, że o tej porze nic nie powinno odjeżdżać wszystko jednak było w porządku — W końcu komputery się nie mylą — rzucił do siebie i powrócił do przerwanej lektury.
— Wiadukt, piętnaście kilometrów przed nami… Musimy wszystko zgrać w czasie. Wtedy…
— Nie bardzo rozumiem o co Ci chodzi ale…
— Ale musisz mi zaufać.
Jechał tak jak mu kazała, strzały zaczęły padać tuż obok nich. Inne pojazdy rozjeżdżały się na boki, na drodze panował chaos, oni jednak dalej posuwali się przed siebie…
— Przyspiesz! Jeszcze… Chyba się troszkę pomyliłam… I przestań się uśmiechać…
Wiadukt był już blisko, przejechał pod nim, helikopter wzbił się wyżej, chcąc przelecieć pomiędzy torami a linią trakcyjną. W jego bok uderzył rozpędzony pociąg… Pozostawili za sobą chmurę dymu i ognia.
— Nie musisz już tak pędzić… — Nastka śmiała się — Nieźle to wykombinowałam…
— Nikt więcej nas nie ściga?
— Na razie nie…

Stali na wzgórzu przed miastem. Samo miasto kryło się już w promieniach zachodzącego słońca. Powoli zapadała noc i pojawiały się pierwsze gwiazdy.
— Nastka, skąd tyle o mnie wiesz?
— Ty też wiesz wiele o mnie…
— Ale ja niewiele pamiętam a Ty…
— Najpierw powiedz czy podoba Ci się miejsce, które dla Ciebie odwzorowałam?
— Znam je…
— Wiem, to magiczne miejsce, ono naprawdę znajduje się na peryferiach tego miasta…
— Na pewno jest lepsze niż rzeczywistość pokoju, w którym się zatrzymaliśmy.
— Podoba Ci się?
— Jest piękne…
— Neurokomputery powstają w oparciu o siatkę ludzkiego mózgu, to eliminuje kosztowne programy, łatwiej jest przetransferować coś co już istnieje i później to ukształtować. Jako system kontrolny miałam wgrane wszystkie dane o tobie ale tak naprawdę wcale nie musieli mi tego wgrywać… Wcześniej byłam kimś kogo znałeś… Dziewczyną która Cię kochała… Ja zginęłam w wypadku a niedługo po mnie Ty… Więc posłużono się mną w celu zaprogramowania tego systemu… Nie wiem jak zachowałam świadomość… To chyba szczęście podobnie jak w Twoim przypadku. A to, że połączono nas razem…
— W normalnym życiu byliśmy razem?
— Tak, Nie, Nie zdążyliśmy…
— Więc aby być razem obydwoje musieliśmy zginąć?
— Przestań! Nie mów tak!
Delikatnie ujął jej głowę, odgarniając długie rude włosy. Z zielonych oczu płynęły łzy. Przytulił ją, ocierając je. Spojrzała na niego lekko się uśmiechając.
— Jesteś bardzo piękna…
— Normalnie też taka byłam… No może troszkę poprawiłam pewne…
Teraz on się uśmiechnął. Nie pozwolił jej dokończyć zamykając usta pocałunkiem. Jeszcze mocniej wtuliła się w niego, lekko drżąc. Jej włosy poruszane wiatrem oplotły jego twarz. Wsłuchiwali się w słowa płynącej piosenki.
— Co teraz? — cicho spytała Nastka.
— Cóż mamy motocykl, załatwimy sobie wielki skórzany plecak i będziemy jeździć po całym świecie stając w obronie tych, którzy nie mogą sami się obronić. Kiedyś oglądałem taki serial, nazywał się chyba…
Nastka parsknęła. Mam inną wizję! Rozpieprzymy całe to cholerne Miasto, odpłacając wszystkim…
— Hmm… Brzmi tak samo dobrze… — uśmiechnął się i zamknął jej usta pocałunkiem, przerywając monolog, który chciała wygłosić.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Time limit exceeded. Please complete the captcha once again.