Początek

Początek

Nuda, nuda, nuda. Lot korytarzem zawsze był nudny. Wszystko było zautomatyzowane i kierowane przez centralną jednostkę komputera.
— Co ja tu robię? — powiedział Maks — Dlaczego w losowaniach zawsze wypada na mnie?
— Cicho bądź — odburknęła Tia — Ja też muszę tu siedzieć, chociaż wcale nie mam na to ochoty. Ale przecież ktoś to musi robić.
— Co robić? Przecież tu nie ma nic do roboty. Nie lubię siedzieć bezczynnie. Ta wielka kupa złomu równie dobrze mogłaby robić wszystko sama. I zresztą to robi.
— Ta, ta, ta… Ktoś jednak musi jej pilnować, na wypadek gdyby zaszły jakieś nieprzewidziane okoliczności…
— Tia, nie rozśmieszaj mnie. Jakie nieprzewidziane okoliczności? Słyszałaś kiedyś o jakichś niespodziewanych i nieprzewidzianych okolicznościach?
— Nie… Tak! Wtedy nad Altaris. Razem z Mako zniknęliście ze skanerów na dwie godziny! I komu się wtedy dostało? Mi! Zawsze muszę was kryć. Swoją drogą ciekawe… Kabina S-5 jest cholernie ciasna. Jak wam się udało „wytrzymać” w niej przez tyle czasu? Tutaj to jeszcze rozumiem, duża sterownia fregaty to co innego…
— To ma być zaproszenie?
— Nie denerwuj mnie!
— Lubię cię denerwować. Zostało jeszcze trochę czasu zanim wyjdziemy z korytarza i przycumujemy do Trytona. Co innego mam do roboty?
— Jesteś okropny! Zresztą i tak powiem o wszystkim Mako!
— Skarżypyta.
— No i dobrze!
Maks wyciągnął zdjęcie. Stare zwykłe holograficzne zdjęcie. Najpierw bawił się nim, obracając w dłoni, przesuwając pomiędzy palcami. Dopiero gdy ten rytuał został spełniony utkwił wzrok w obrazie. Przedstawiał kłócącą się parę osób. Kobieta miała rozwiane włosy, zmarszczone brwi i czerwone, kipiące ze zdenerwowania policzki. Mężczyzna na zdjęciu tępo się uśmiechał i wpatrywał w ten obraz czystej kobiecej złości — Jest idealna — pomyślał — Po prostu idealna. Wiedział, że ona nosi identyczne zdjęcie, chociaż nigdy by mu się do tego nie przyznała. Mimowolnie zaczęły szybować wspomnienia…
— Kochasz ją? — bardziej stwierdziła niż zapytała Tia — Wiem jaką niespodziankę przygotowała ci na dzisiejszy wieczór.
— Tak? Jaką? — wyrwał się z zamyślenia.
— Obiecałam, że nie powiem …
— Powiesz, powiesz. W zamian za to ja obiecuję, że już nigdy nie będę cię denerwować.
— Tak, uważaj bo uwierzę…
— Proszę, wiesz, że teraz nie będę mógł wytrzymać!
— No i o to mi właśnie chodziło!
— Tia…
— Dobra, dobra, tylko jak ona się dowie, że ja ci powiedziałam… To mnie zabije! Ale masz moje słowo, że wcześniej ja zabiję ciebie!
— Nie dowie się
— Naprawdę? Jak się wygadasz nie będę się do ciebie odzywała przez… Rok
— Rok? To strasznie dużo czasu, wątpię żebyś wytrzymała
— Znowu zaczynasz…
— Przepraszam, to było ostatni raz. Powiedz wreszcie co to ma być?
— A… Zatem… Mako… Grzebała rankiem przy komputerze aby…
— Aby co? Moja cierpliwość się kończy! Zaraz Cię…
— Aby wyłączyć grawitację w siódmej ładowni. Chyba wiesz co to oznacza?
— Całkiem miła niespodzianka — uśmiechnął się i znowu rozmarzył
— Miła! Miła! Dlaczego nikt dla mnie nie robi takich niespodzianek?
— Musisz troszeczkę poczekać, nieco… — Maks miał już na końcu języka słowo dorosnąć, na szczęście udało mu się je powstrzymać.
— Poczekać! Ile? Mam was obydwojga dosyć! Jesteście razem parą wrednych, nieczułych…
— Ale i tak nas lubisz
— Tak, ale i tak was lubię… Chociaż sama nie wiem dlaczego. No dobra, dosyć tego. Czas na małą pogawędkę z Trytonem – Tia przesunęła rękę do hologramu sterowania – Okręt zwiadu Igła do stacji Tryton. Okręt zwiadu Igła do stacji Tryton. Planowany czas wyjścia „T” minus trzy. Kod wyjścia omega, trzy, pięć, jeden, siedem, jeden, jeden, cztery, jeden. Powtarzam tu okręt zwiadu Igła planowany czas wyjścia…
— Chyba nikt cię nie słucha — skwitował Maks z lekkim rozbawieniem.
— Przestań! To wcale nie jest śmieszne. — Tia była lekko zdenerwowana — Okręt zwiadu Igła do stacji Tryton. Planowany czas wyjścia „T” minus dwa trzydzieści jeden. Kod wyjścia….
Maksa również skupił się już na panelach sterujących i chociaż dalej głupkowato się uśmiechał to i jemu zaczął udzielać się niepokój.
— Tu okręt zwiadu Igła — Tia dalej powtarzała sekwencję — Dziwne, nie ma żadnej odpowiedzi. Nasze systemy są w pełni sprawne. Nie wiem co się mogło stać?
— Pewnie nic takiego
— Zawiadomię dowódcę
— W porządku. Ja wysyłam nadprzestrzenne sondy — Maks szybko podawał komendy — Nic nie odbierają… Żadnego źródła energii , żadnej sygnatury… Jesteś pewna, że jesteśmy tu gdzie mieliśmy być?
— Maks!!! Ile razy mam ci powtarzać to wcale nie jest już śmieszne!
Tablica kontrola zmieniła wygląd przechodząc w stan gotowości bojowej . W tej samej chwili cichy syk drzwi oznajmił pojawienie się kapitana.
— Stan pogotowia – warknął –Tia chcę mieć pełny skan jak tylko wyjdziemy. A ty? Ty masz siedzieć cicho! Mam dosyć twoich wygłupów. Twoich i Mako. To nie myśliwiec gdzie możecie robić co się wam podoba. Toleruję was bo wiem, że jak się pozabijacie to wreszcie będę miał święty spokój. Teraz jednak…
— Ja też się cieszę — odważył się wtrącić Maks — Ale skoro nie jestem tu potrzebny to może wrócę do swojej małej eski i razem z drużyną sprawdzimy….
— Dosyć!
— Uwaga, wychodzimy — głos Tii zabrzmiał dziwnie sztucznie — Pełny skan… To niemożliwe… Co jest… — Tarcze przez chwile zawyły, potem zaczęły kompensować uderzenia drobnych pozostałości, czegoś co jeszcze niedawno było wielką stacją techniczną niezniszczalnej Floty.
— Widzę — głos kapitana brzmiał jeszcze bardziej mechanicznie.
— Znalazłam śladowe ilości obcych sygnatur energetycznych – raportowała Tia – Przecież to niemożliwe. Nie ma innej cywilizacji… No wiem, że są inne. Ale… Ale nigdy nie spotkaliśmy takiej… Tak rozwiniętej, żeby mgła… — jąkała się, chyba dalej nie wierząc odczytom.
— Alarm czerwony! Powtarzam alarm czerwony. Załogi myśliwców natychmiastowy start! Pełna gotowość bojowa! Tia, Maks, przygotujcie się na wejście… Stała modulacja osłon! Uruchomić rezerwowe reaktory bojowe.
Po chwili delikatne szarpnięcia oznajmiały start kolejnych jednostek zajmujących pozycje defensywne wokół fregaty. Jedna z nich nie trzymając się standardowych procedur manewrowała między polem osłony a kadłubem Igły, chcąc jak najszybciej znaleźć się w wyznaczonym miejscu.
— Kochanie zrób mi miejsce w lewo burtowej tarczy — rozległ się słodziutki, zimny głosik —Wiesz, że nie cierpię latać w na około
— Uważaj na siebie – odpowiedział Maks, otwierając przejście.
— To ty na siebie uważaj! Szczególnie wieczorem…
— Wiem
— Co wiesz? Skąd? Tia! Ty mała szujo! Wiem, że tam jesteś i mnie słyszysz! Jak wrócę to zmuszona będę przeprowadzić z tobą mała rozmowę edukacyjną…
Wszystkie myśliwce znalazły się w wyznaczonych sektorach. Skanery Igły bezustannie przeczesywały okolicę gromadząc coraz więcej danych.
— Fluktuacja! — krzyk Tii — Fluktuacja, sektor 11-9, geometria przestrzeni zakrzywia się! Odległość 9000 jednostek! Powstaje korytarz!
— Tia! Wchodzimy! — Maks uaktywnił swoje biołącze, kątem oka zauważając iż ona robi to samo.
Czas zwolnił bieg, neuroprzekaźniki w ich mózgach połączyły się z systemem statku. Teraz ograniczała ich tylko prędkość własnych myśli i szybkość reakcji podzespołów głównego komputera. Po raz pierwszy zrobili to razem. Chcąc uspokoić Tie Maks przesłał jej kilka obrazów ze swoich spotkań z Mako, gdyby mógł zobaczyć jej twarz, ujrzałby jak zalewa ją rumieniec.
— Świnie! Obydwoje! — komentarz był szybki, wesoła myśl Ti i na niego podziałała uspokajająco — Naprawdę!
— Tak, wiem —dodał jeszcze
— Odczyty z tunelu… Obce jednostki… Małe, zwrotne, około trzydziestu i pojawiają się nowe… Próbuję nawiązać łączność… Nic z tego… Mam sygnatury broni! Atakują!
— Zajmij się naszymi myśliwcami, muszą mieć aktualny obraz!
Maks Zainicjował serię manewrów uchyleniowych. Osiemnaście szybkich S-5 natychmiast ruszyło do przodu by przejąć na siebie główny ciężar uderzenia. Główne baterie Igły bluznęły ogniem lekkich laserów. Prawo burtowe wyrzutnie wystrzeliły torpedy, zapewniając osłonę myśliwcom. Zielone nitki znaczyły drogę pocisków, ginęły jednak wśród innych. Obcych…
— Nowe dane, kolejny tunel! Widzę następne cele! Tym razem większe! Większe! Dużo większe od naszej fregaty! — dobiegła go myśl Tii — Nie utrzymamy się, myśliwce nie mają szans!
— Musimy zapewnić im osłonę! Zwrot. Namierzam cele…
Odczuli uderzenie… Jedno… Drugie…. Trzecie…
— Osłony!
— Kompensuję…
— Pole integracji kadłuba?
— Stałe…
Kolejne serie torped opuściły wyrzutnie.
— Tia nie mogę już manewrować! Przekieruj moc!
— Robi się… Mam rozkaz! Wycofujemy się! Szykuj napęd skoku…
— Co z myśliwcami?
— Te, które jeszcze zostały wracają, poszerzam pole by je przyjąć… Trzy mamy na pokładzie, dziewięć zniszczonych… Namierzam resztę…
— Co z Mako!?
— Nie mogę jej znaleźć…
— Znajdź ją!
Wykonywał kolejne uniki, namierzał kolejne cele…
— Mam! Widzisz koordynaty? Są odcięci. Musimy przejąć resztę naszych maszyn
Przechylił okręt kierując go na podany kierunek. Jeden z wielkich okrętów bojowych , próbujący zablokować im drogę, teraz wykonywał rozpaczliwy zwrot chcąc zejść z kursu kolizyjnego.
— Tia widzisz? Przygotuj się…
— Jestem gotowa
Dziobowe baterie wystrzeliły osłabiając osłony obcej jednostki. Nanosekundę później uderzyły torpedy protonowe. Tarcza została przełamana. Działa nie przestawały strzelać przechodząc prawie w ogień ciągły. Reaktory bojowe sygnalizowały przeciążenie. Igła dosłownie wbijała się we wroga przełamując jego jednostkę na pół. Tia robiła wszystko by zachować pole integracji ich własnego statku. Udało im się.
— Maks widzę ich!
On też widział… Malutkie punkciki wykonywały szaleńcze ale skoordynowane uniki, przesuwając się z coraz bliżej Igły. Jeszcze chwilę… Pierwsze z maszyn zaczęły znikać w czeluściach hangaru. Jedna z nich zawróciła, zapewniając osłonę ostatnim pilotom i pozbawiła się w ten sposób szans powrotu. Mimo, że pilot w jakiś sposób zdołał ominąć wiązki oplatające jego maszynę to i tak stracił płaty lewego skrzydła a sama maszyna wpadła w szaleńczy korkociąg. Słaby błysk zasygnalizował, że z wraku myśliwca oddzieliła się kapsuła ratunkowa…
— Sprytna dziewczynka! Tia namierz ją!
— Już namierzyłam! Wysyłam promień trakcyjny…
Ktoś zdążył wystrzelić zanim systemy ataku Igły obróciły go w nicość.
— Niee!
Ciemność… Ból… Rozpacz… Mgła… Cisza… Głos, głos w jego głowie, ktoś go woła? Kto? Po co? Gdzie jest Mako?
— Maks! Maks! Kurwa mać! Maks! Obudź się! Musisz nas stąd wyciągnąć!
Ocknął się…
— Musimy uciekać! Nic już nie możemy zrobić! Rozumiesz! Rozumiesz?
Nie rozumiał. Działał jak automat.
— Podaj koordynaty skoku
— Nie mogę znaleźć… Zakłócenia….
— Siedem sekund, mamy siedem sekund, dłużej nie utrzymam gotowości skoku
Próbował wyprowadzić okręt ze strefy ognia.
— Szukam…
Unik, unik, unik. Nie próbował nawet prowadzić jakiejkolwiek kontroli ognia. Cała moc potrzebna była osłonom i silnikom skoku. Igła umierała….
— Pięć sekund
— Szukam…
Czujniki jeden po drugim odmawiały posłuszeństwa.
— Cztery sekundy
— Szukam…
Pole osłon opadło.
— Trzy
— Szukam…
— Tia!?
— Mam je!
Wykonał skok. Byli bezpieczni… Nie obchodziło go to. Dlaczego ona? Dlaczego akurat ona? Nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie… Zerwał połączenie z systemem. Wstał. Spojrzał w bok. Tia zasłoniła twarz rękoma. Uniósł wzrok w kierunku dowódcy. Szybkim ruchem zerwał odznakę pilota, po czym cisnął ją w przeciwległy róg sterowni.
— Skończyłem z tym… — powiedział cicho, nie poznając swojego głosu. Skierował się w kierunku drzwi — Skończyłem ze wszystkim…
— Wrócisz tu. Wrócisz na pewno. Jeszcze o tym nie wiesz ale wrócisz. Wrócisz szybciej niż myślisz — głos kapitana zabrzmiał równie cicho i nienaturalnie.
Tia nawet nie starała się ukryć łez.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Time limit exceeded. Please complete the captcha once again.