Po niedużej łące kicały zające
Hop do przodu, potem w tył
Aż wirował kurzu pył
Tak wesoło harcowały
Śmiały się i zabawiały
Miło im upływał czas
Bo od rana do wieczora
Wprost nieważne jaka pora
One świetnie się bawiły
I się nigdy nie nudziły
Lecz raz jeden, po śniadaniu,
Kiedy miały zacząć ganiać
Przyszedł do nich wielki bóbr
I tak to od razu woła
Hola, hola, ejże hola!
Ech zające moje drogie
Jakże to? No jakże tak?
Nie jest wam pływania brak?
Kicać ciągle, podskakiwać…
Ja tam wolę w rzece pływać!
Muskać swym ogonem fale
I nie kryję się z tym wcale
Dobrą radę więc wam dam
Chodźcie ze mną…
Gdzie? — Och tam!
Tam za górkę, za ściernisko
Niedaleko, lecz nieblisko
Tam jest wielkie rozlewisko
Razem sobie popływamy
Może nawet nurka damy?
I zajączki dość ciekawe
Wyruszyły na wyprawę
Lecz gdy już nad wodą były
To ogromnie się zdziwiły
Nawet nieco zasmuciły…
Niezbyt dobrze jest tu nam
Grząsko, mokro, no i ślisko
Kicać źle i głębia blisko
A my pływać nie umiemy
Tylko się tu pochlapiemy
Zamoczyły swe futerka
I uciekły pograć w berka
A wracając powiedziały
Tak do bobra zawołały
Tyś tu mistrzem jest pływania
My wracamy do kicania!
