Wiatr zahulał nad przełęczą
Potem się pobawił z tęczą
Z deszcze trochę porozmawiał
Na spotkanie się umawiał
Skinął chmurkom gdzieś na niebie
Szybko pomknął, wprost przed siebie
W niezmierzoną, siną dal
Porywając mamie szal
Gdy to słońce zobaczyło
To się bardzo rozzłościło
Zaświeciło, zamrugało
Trzy promyczki gdzieś wysłało
Zaraz mamie szal oddało
I się do niej uśmiechało
A wiatr mruczy zawstydzony
Ech.. Nie chciałem wiać w tą stronę…
