Podniesiony kciuk szefa załogi sygnalizował iż wszystko jest w porządku, krótkie zasalutowanie i parowa katapulta ryknęła hukiem, ciągnąc trzydzieści cztery tony stali. Podwójne silniki General Electric, każdy o ciągu powyżej stu dwu kiloniutonów pracowały już na pełnych obrotach. Tomcat leniwie oderwał się od pokładu lotniskowca.
— To nie był najlepszy start — dobiegł go głos nawigatora. — Chyba zaraz się porzygam, dodała ciszej.
— Co tam szepczesz? — uśmiechnął się, wyrównując lot — Jakoś kiepsko Cię słyszę. Dołączyli do pozostałych, wysuwając się na czoło trójkowej formacji. W idealnym szyku mknęli tuż nad krawędzią wody, tak aby radary przeciwnika nie wykryły ich zbyt wcześnie. Sekcja B.A.D. często wykorzystywała ten manewr, określany żartobliwie przez pilotów ,,łapaniem fal,” szczególnie wtedy, gdy chodziło o pozorowany atak na jakiś okręt. A tym razem ich celem miała być atrapa fregaty rakietowej…
— Bravo, Alfa, Delta — głos z pokładu lotniskowca zabrzmiał dziwnie metalicznie i szorstko — Bravo, Alfa, Delta. Jak mnie słyszycie. Odbiór.
— Tu Bravo, Alfa, Delta — warknęła — Lecimy zgodnie z planem cel będzie w zasięgu za siedem minut. Odbiór.
— Bravo, Alfa, Delta. Zmiana planów wchodzicie na pułap 12000 metrów, sektor czwarty kierunek północno – wschodni, kod 14, powtarzam kod 14!
— Bravo, Alfa, Delta, zrozumiałam.
Myśliwce natychmiast wystrzeliły w górę, ich skrzydła zaczęły zmieniać położenie, przyjmując charakterystyczny trójkątny kształt by przystosować się do wzrastającej w zawrotnym tempie prędkości.
— Bravo, Alfa, Delta. Jesteśmy w wyznaczonym korytarzu jaki mamy status?
— AWACS namierzył niezidentyfikowane jednostki, jesteście najbliżej, musicie je przechwycić i zawrócić w żadnym wypadku nie powinno ich tutaj być. Strefa poligonu jest zamknięta. Swoje samoloty wysłał również Układ Warszawski. Oni też mają to sprawdzić, więc lepiej bądźcie pierwsi. Odczyty nie wskazują na to, że mogą to być maszyny cywilne. Miejcie szeroko otwarte oczy. Nie zachowujecie ciszy radiowej. Chcemy wiedzieć o wszystkim co się tam dzieje. Wszystkie jednostki potwierdzić gotowość.
— Czerwony jeden jesteśmy gotowi.
— Dwójka wszystko w porządku.
— Trójka ok.
Popatrzyła na tablicę starając się zachować milczenie, długo nie wytrzymała, wyłączyła ogólnodostępny kanał łączności.
— Dlaczego nic nie mówisz?
— A co mam Ci powiedzieć — odparł ostro. — Chyba już Ci wszystko powiedziałem…
— Nieprawda! Jeśli chodzi o…
— Teraz nie jest czas żeby o tym rozmawiać.
— Właśnie, że jest! Ja wtedy zachowałam się głupio bo… Nie dokończyła zauważając słabe echo na ekranie radaru, natychmiast przywróciła łączność z pozostałymi maszynami.
— Tak my też widzimy cele — usłyszeli zduszony śmiech.— Ale wy chyba macie ważniejsze sprawy na głowie…
— Dobra dobra koniec żartów wchodzimy do akcji Dwójka odbij w prawo i wznieś się trochę powyżej, miej nas na oku niedługo nawiążemy kontakt, ta zabawa nie powinna zająć nam dużo czasu.
Jedna z maszyn pozostała z tyłu zajmując dogodną pozycję, tak by móc zapewnić osłonę pozostałej dwójce, delikatne ślady skroplonego powietrza układały się w strugi znaczące lot myśliwców. Ich ruchy były dokładnie zharmonizowane i przemyślane. Wsłuchiwał się w pracę silników, wszystkie inne ruchy wykonywał prawie automatycznie, po raz kolejny sprawdzał działanie wszystkich przyrządów, nigdy nie poddawał się emocjom, zawsze myślał logicznie i chłodno. I do tej pory to zdawało egzamin… Cholera, pomyślał, to wszystko nie ma sensu, nie wiem jak to się stało, ale…
— Zaraz ich zobaczymy — usłyszał jej głos. — Przyspieszają i to bardzo…
Przez krótką chwilę myślał o czymś innym, natychmiast ocknął się, jego prawy kciuk powędrował w okolice zabezpieczenia spustu. Dokładnie czuł każde drgnienie stając się żywym sercem jednej z najdoskonalszych broni jakie kiedykolwiek wymyślił człowiek. To dziwne, nigdy nie czuł żadnych wyrzutów sumienia, tutaj w górze wszystko było jasne i proste. Podczas tych kilku akcji bojowych w których brał udział nie zastanawiał się co było celem dla jego rakiet, wystarczyło tylko…
— Są!
— Co to ma być? To nie wygląda jak…
Nie zdążył dokończyć, komputer warknął sygnałem ostrzegawczym i w tej samej chwili odbił ostro w lewo, dwie rakiety przeszły tuż obok prawego skrzydła samolotu, natychmiast zawracając by dosięgnąć swój cel. Wykonując standardowe odejście zanurkował w dół wystawiając przeciwnika na cel swojemu skrzydłowemu. Nie miało to żadnych szans powodzenia. Druga maszyna w kłębach dymu i ognia walczyła jeszcze chwilę chcąc wyjść z korkociągu lecz natychmiast znikła w kuli eksplodującego piekła. Wypuścił flary przyspieszając maksymalnie. Nie zdążył zgubić rakiet a obce kształty już zawracały szykując się do następnego ataku.
— Kurwa! — zdążył wykrztusić, zanim przeciążenie rzędu 12 g na chwilę pozbawiło go przytomności. Przez te kilka sekund byli znakomitym celem ale musiał ostro zapikować to była jedyna szansa na uniknięcie rakiet. Ocknął się wyprowadzając maszynę z szaleńczego lotu. Jeszcze żyli ale to mogło w każdej chwili ulec szybkiej zmianie.
— Zgubiliśmy je — dobiegł go jej stłumiony głos. — Na chwilę! Dwa są przed nami… Trzeci próbuje nas zajść… Dwójka! Czerwony Dwa! Gdzie jesteście? Mamy kłopoty…
— Widzimy! Przebijcie się! My zajmiemy się tym za wami. Na pięć zerwijcie w lewo…
Skierowali się prosto na cele przed sobą, system bojowy rozpoczął namierzanie…
— Jeden…
— Uważaj! Wchodzi nam na ogon…
Czerwone wskaźniki zaczęły się zgrywać…
— Staram się!
— Dwa…
Już prawie był gotowy…
— Pośpiesz się!
— Trzy…
—Mam! Czerwony jeden, cele namierzone! Odpalam!
Dwa pociski rakietowe pomknęły ku wrogim jednostkom… Dwa bezpośrednie trafienia…
— Boże! — nie mogła uwierzyć w to co widziała. — To niemożliwe!
Ich broń nawet nie uszkodziła przeciwnika…
— Cztery…
— Przerwijcie atak! — krzyczał. Oni też musieli to widzieć — Dwójka uciekajcie! Nic…
— Pięć!
Wykonał zamierzony manewr. Pozostała maszyna właśnie pikowała odpalając równocześnie wszystkie ze swoich sześciu rakiet. Ściągnęła na siebie całą uwagę wroga.
— Teraz to Wy możecie spadać… Tylko się pośpieszcie!
Patrząc w dół widział jak wróg przegrupowuje się ruszając za szaleńczo nurkującym Tomcatem. Obydwoje wiedzieli iż ten nie będzie miał żadnych szans gdy tylko spróbuje wyrównać lot.
— To chyba dobry dzień na śmierć — powiedział cicho, wykonując ostry zwrot przez skrzydło. — Prawda?
— Tak… — odpowiedziała. — Wiesz że…
— Wiem…
Ruszyli w pogoń. Celownik radarowy oznajmił potwierdzenie namiaru. Odpalił resztę swoich pocisków. Przełączył uzbrojenie. Sześciolufowe pokładowe działko typu Wulkan bryznęło ogniem. To na chwilę rozproszyło szyk obcych. Dwa F–14 znalazły się teraz obok siebie. Jak na komendę obydwa zaczęły wykonywać zerwaną pętlę tak aby po raz ostatni ustawić się do ataku… Nagle od strony słońca zamajaczyły kolejne kształty, zauważyła je kątem oka mimo, że radar nie sygnalizował ich obecności.
— Widzę…
— Dooo… Tyyyłuuuuu! — usłyszeli głos zniekształcony przez przeciążenie z jakim musiał
walczyć pilot.
— Co!?
— Wycooo…
Sylwetka Miga 31a niczym zjawa zmaterializowała się tuż przed nimi, zawracając ledwie uniknęli zaburzeń strugowych generowanych przez jego trzy potężne silniki. Zajęty utrzymaniem w ryzach ich własnego samolotu nie miał czasu by spojrzeć do tyłu ale ona dokładnie widziała jak myśliwiec, wykorzystując zmodyfikowany układ pionowego startu, przeciwstawia się obowiązującym prawom fizyki. Mig praktycznie zatrzymał się w powietrzu naprzeciw wroga i odrzucając antyradarową osłonę komory bojowej natychmiast skrył się w kłębach dymu zabarwionych językami ognia, jakie powstały na wskutek natychmiastowego wystrzelenia całego jego śmiercionośnego arsenału. Obcy wykonali zwrot chcąc oddalić się od pędzącej ku nim mgle śmierci. Pilot nie czekając na efekty, przewrócił swój myśliwiec na plecy, obracając się, ruszył za dwoma Tomcatami. Sekundę później jego śladem ruszyła jeszcze jedna maszyna, która będąc wyżej wykonała ciasny łuk w kulminacyjnym punkcie wystrzeliwując za oddalającym się wrogiem dwie rakiety zdecydowanie odbiegające kształtem od zwykłych pocisków powietrze – powietrze.
— Wyciśnijcie co się da z tych waszych puszek — usłyszeli zniekształcony głos. — Za chwilę będzie tu naprawdę gorąco.
Tego nie musiał mu nikt powtarzać, dopalacz wył pełną siłą, by w jak najkrótszym czasie doprowadzić ich do maksymalnej prędkości 2,4 Maha.
— Radzę Wam nie odwracać się do tyłu — usłyszeli jeszcze gdy dwa Migi bez najmniejszego wysiłku zrównały się z nimi. Gdy tylko głos ucichł, gdzieś za ich plecami rozbłysły dwa miniaturowe słońca. Nikt do tej pory nie wykorzystywał jeszcze taktycznej broni jądrowej w walce bezpośredniej. To z pewnością nie były jednak zwykłe okoliczności.
— Nie musicie nam dziękować wszyscy naraz — Jeden z pilotów zaśmiał się
głośno.
Dopiero teraz ochłonęła na tyle aby móc przywrócić utraconą łączność z lotniskowcem, wcześniej nie było na to czasu.
— To na nic — śmiech pilota nagle ucichł. — George Town został zniszczony tak jak i…
— Co się tutaj dzieje? Co to ma kurwa być! —wykrzyczała.
— Przykro mi sami niewiele wiemy… Ale pewne jest to, że właśnie zaczęła się wojna…
— Wojna? Z kim?
— Tego też chyba nikt nie wie…
— Nie dolecimy do wybrzeża…. Nie mogę…
— Powiemy wam gdzie macie się katapultować…
— To nie do przyjęcia!
— Chyba nie rozumiesz co się dzieje….dziewczynko.
Już miała mu odpowiedzieć. Powstrzymała się jednak. Zaczynało docierać do niej to co usłyszała.
— Zrobimy co trzeba i… Dzięki.
— Nie ma sprawy — znowu śmiech — Ja nazywam Kot, to moje przezwisko jak wy to mówicie, ciekaw jestem komu miałem, hm… Miałem zaszczyt uratować dupę.
— Kamaz, Iskra — odpowiedzieli równocześnie.
— Harry, Mojra — odezwali się piloci drugiego z Tomcatów.
— A ja jestem po prostu Kira — odezwał się drugi z Migów.
— No grzeczności mamy już za sobą — stwierdził Kot, brakuje tylko butelki porządnego alkoholu, musimy to kiedyś nadrobić…
—Tak. Jesteśmy Wam winni dużo więcej niż butelkę.
— Byle by nie whisky…
Tym razem roześmieli się wszyscy. Emocje jakie przeżyli zostały gdzieś za nimi. Rozmawiając o błahych sprawach starali się zagłuszyć niepewność jaką każde z nich odczuwało gdzieś w głębi siebie.
— No nadszedł czas na rozstanie — stwierdziła Kira.
— Przecież tu nic nie ma!
— No i o to chodzi… Mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy.
—Z pewnością.
Chwilę później błękit nieba zakłócały tylko cztery białe czasze spadochronów. Tratwy automatycznie napełniły się powietrzem przed zetknięciem z wodą. Po kilkunastu minutach udało im się zbliżyć do siebie na bezpośrednią odległość umożliwiającą rozmowę bez wykorzystania aparatury ratunkowej.
— Nie wiem na co mamy tu czekać… I robię się głodna — narzekała Iskra.
— A mi robi się zimno — dodała jej koleżanka.
Jakby w odpowiedzi na to niedaleko od nich ukazał się żółty kształt batyskafu.
— Orzesz… To przecież…
Nie dokończyła. Uwagę wszystkich przykuły olbrzymie, nawet z tej odległości, bąble powietrza, tworzące się na powierzchni wody. Powstałe, gdy znajdujący się gdzieś w odmętach oceanu, krążownik nuklearny rozpoczął wystrzeliwanie ogromnych rakiet balistycznych. Nikt nawet nie chciał myśleć co miało być ich celem…
Manewry
