Szybciej… Przecież to nic, że zrobiło się ciemno, gdy zanikły światła latarni… Szybciej i ciszej… Wyrównać oddech i skupić się, wzrok sam się przystosuje… Szybciej, już niedaleko. Nie wolno się zatrzymywać… I nie patrz za siebie… Ciemno i zimno. Nie, nie jest zimno… Zimno jest w sercu, tutaj nie jest zimno… Coś spływa po zaciśniętej dłoni — Krew? Ból? Nie, nie ma bólu, ból jest gdzieś w środku serca, nie tutaj… Szybciej, nie zatrzymując się. Nie można się zatrzymać, bo wtedy… Wtedy to, co podąża cały czas za tobą, dogoni cię… Wiesz, że Jej nie znajdziesz, bo nie możesz jej znaleźć, ale Ona może odnaleźć ciebie, więc przyspiesz, przecież już niedaleko… Ona zrobi wszystko żeby cię znaleźć, musisz w to wierzyć, nie możesz tylko dać się dogonić przez to co cię ściga…
●
Wzgórze za miastem. Codziennie przechodzi tędy tak dużo ludzi, nikt z nich nie zatrzymuje się. Niby dlaczego mieliby to robić? Ale to miejsce jest wyjątkowe. Jest magiczne, było takie wcześnie i na pewno będzie dalej. Magiczne miejsca trwają, dopóki ktoś w nie wierzy… A przecież chyba zawsze znajdzie się ktoś taki?
Nienaturalną ciszę, jaka zapadła nad miastem, przerwał nagle wysoki dźwięk pędzącego motocykla. Pojazd zatrzymał się na wzniesieniu. Kierowca zsiadł i szybkim krokiem podszedł do krawędzi pobliskiego chodnika. Patrzył na panoramę miasta otulonego mrokiem nocy. Sprawiał wrażenie dziwnie nieobecnego. W pewnej chwili zamachnął się, chcąc odrzucić od siebie przedmiot, który kurczowo ściskał w dłoni. Zastygł jednak w bezruchu, jakby nie mogąc zdecydować się czy ma to zrobić. Długo wpatrywał się w niego… Metal błyszczał w świetle księżyca. Z tym, co trzymał w ręku, związane były wszystkie jego marzenia i nadzieje. Całość była zaklęta w tym jednym kawałku metalu… Rozpiął zamek kurtki i spod bluzy wyciągnął zawieszony na szyi łańcuszek. Delikatnym ruchem umieścił na nim trzymaną w ręku rzecz. Przez kilka sekund spoglądał jeszcze na iskrzący metal. W końcu z powrotem wsunął medalion pod bluzę i dopiął kurtkę. Zimny metal przez krótką chwilę drażnił jego ciało. Nie mógł tego widzieć, ale poświata jaką rzucał, zupełnie nie znikła… Ring na jego piersiach dalej skrzył się niezwykłym światłem. Kolejny raz spojrzał na miasto. Po raz ostatni zaciągnął się papierosem, ciskając niedopałek w ciemność przed sobą. Wyciągnął telefon i spojrzał na wyświetlacz. Chwile później telefon powędrował w ślad za wyrzuconym niedopałkiem. Odwrócił się i podszedł do motocykla. Ruszył szybko. Zielony Fireblade cały czas przyspieszał, wchodząc płynnie w najbliższy zakręt. Ciszę, jaka ponownie zapadła, przerwał dźwięk dzwonka telefonu, nie było jednak nikogo, kto mógłby go odebrać…
W innej części miasta ktoś inny dawał właśnie popis szaleńczej jazdy motocyklem. Niebieska Honda Firestorm prawie unosiła się nad nawierzchnią drogi. W pełni udowadniając, że zasługuje na nazwę nadaną jej przez konstruktorów. Nie można powiedzieć, że prowadzona była na krawędzi przyczepności, ktoś nią jadący już dawno przekroczył tą krawędź. Wyglądało jakby prowadził wyścig ze śmiercią…
— Cholera — Zdążyła zakląć. Próbując uzyskać połączenie, na mgnienie oka, oderwała wzrok od drogi, skupiając się na wyświetlaczach hełmu. Dla kogoś poruszającego się tak szybko króciutka chwila nieuwagi nie zawsze jest wskazana… Delikatny i szybki balans ciałem wyrzucił ją na przeciwległy pas, co pozwoliło uniknąć zderzenia z samochodem, który tak nagle pojawił się przed nią… Z najwyższym trudem opanowała maszynę. Przez chwilę poruszała się pod prąd. Na szczęście ulica była praktycznie pusta.
— Tak — Nawet lekko się uśmiechnęła. — Pierwsza zasada nigdy nie zwalniaj…
Pędziła dalej… Wreszcie ostatnie skrzyżowanie wyprowadziło ją poza granice miasta. Zatrzymała się na wzgórzu, szybko rozejrzała się dookoła szukając czegoś. Nie, szukając kogoś. Znowu spróbowała zadzwonić. Do jej uszu doleciał dźwięk leżącego gdzieś nieopodal telefonu. Szybko podbiegła do niego i podniosła…
— Papierowi żołnierze — rzuciła w przestrzeń poprzez łzy cisnące jej się na policzki — Po co było robić to wszystko i dla kogo? Dla ludzi? Przecież my od dawna nimi już nie jesteśmy… Więc dlaczego mamy tak się dla nich poświęcać? Biegła do motocykla zakładając kask. Ruszyła natychmiast. Coś mówiło jej gdzie ma jechać… Musiała się spieszyć, spieszyć tak jak nigdy dotąd… To naprawdę był wyścig ze śmiercią…
●
Szybko, za szybko wszystko się dzieje. Zawsze pozostaje tak mało czasu. Chociaż czas jest przecież pojęciem względnym… Nieraz, na krótką chwilę, można go cofnąć. To jednak udaje się bardzo rzadko. I z reguły nigdy nie udaje się tak, jak byśmy tego chcieli. Nic nigdy nie jest niedokończone i nic się nigdy nie kończy. Zawsze znajduje się ktoś szukający i goniący za czymś, co jest banalnie proste i oczywiste. A jednocześnie tak nierealne… Można domyślać się zakończenia, ale ono nigdy nie jest ustalone. Oczywiście Ty wiesz, co się stanie… Przynajmniej tak ci się wydaje lub masz taką nadzieję. Co można powiedzieć? I tak nikt by tego nie zrozumiał… Co można zrobić? — Rzucić wyzwanie. Po raz kolejny… By pokazać temu czemuś, co cię ściga i prześladuje, że potrafisz stawić mu czoła i wygrać. W tej jednej chwili masz przed sobą tyle linii czasu. Pewnie kiedyś nie uda się wygrać lecz być może wcześniej uda znaleźć się tą właściwą linię. W jednym i drugim przypadku ktoś przeczyta te słowa. Kompletnie nic z nich nie rozumiejąc. Dlaczego warto rzucić wyzwanie? To proste, gdy nie ma się już marzeń, zawsze pozostaje maleńka iskierka nadziei. Dlatego warto to zrobić… Pozostaje jednak pytanie. Czy w porę dotrze do ciebie dźwięk dzwonka telefonu?
Kilkadziesiąt lat wcześniej
Czasem zastanawiał się jak to wszystko można znosić… Program testujący wyłączył się, kolejny raz wskazując zbyt małą liczbę punktów. Zamknął oczy. Przez chwilę myślał o tym, dlaczego dał im się namówić… Tylko przez krótką chwilę, później przed oczyma pojawiła mu się Jej twarz… Po raz kolejny widział jak umierała a on nie mógł jej pomóc. Emocje przelały się przez jego umysł. Gniew, nienawiść i… Samotność. Znowu włączył program. Sekwencje kodujące szybko zlały się w jedną olbrzymią masę migocących barw i dźwięków, niezrozumiałych dla normalnego człowieka… A on, sam nie zdając sobie jeszcze z tego sprawy, właśnie przestawał być już człowiekiem. Choć przecież, tak na dobrą sprawę, nigdy nim nie był.
●
— Właśnie przekroczył próg
— Za szybko. Ma dobre wyniki, ale…
— Ale to, co dzieje się w jego wnętrzu, jest trudne do opanowania. On zawsze będzie jej szukał… Kosztem wszystkiego, nigdy się nie zmieni
— Masz rację. Możemy jednak umiejętnie pokierować tymi emocjami
— Nie bierzesz pod uwagę innego czynnika…
— To znaczy?
— Co będzie jak ją znajdzie?
— To niemożliwe! To znaczy… On nie wie, że to możliwe.
— Więc co będzie jak ona znajdzie jego?
— Przecież taki przypadek nie może się wydarzyć
— Dlatego pewnie się wydarzy… Wieczni Wojownicy nigdy nie umierają. Tak jak nigdy nie powinni być ze sobą związani.
— Już kilka razy kontrolowaliśmy ich strumienie…
— I nigdy się nie udało. One zawsze spotykają się ze sobą. Dotychczas też zawsze gasły razem.. I razem się odradzały, szukając się na nowo. A Teraz krąg został przerwany. Jeden z nich biegnie dalej. A drugi załamał się i pojawił w nowym miejscu. Jeśli się spotkają skutki będą katastrofalne
— Dlatego trzeba go kontrolować a ją wyśledzić odpowiednio wcześniej. Nie popełnimy już więcej błędów.
— Dopóki nie wykorzysta swoich zdolności i się nie ujawni to odnalezienie jej nie będzie proste o ile w ogóle możliwe… A jeśli natkną się na siebie? Wystarczy tylko jedno spojrzenie, jedno muśnięcie myśli. Być może nawet jeszcze mniej… Wtedy wszystko w niej ożyje… Wtedy zupełnie nie uda się jej kontrolować. Wyobrażasz sobie jaką energią będzie dysponować? Zniszczy wszystko i wszystkich, którzy staną jej na drodze. I zrobi wszystko, aby odzyskać to co straciła…
— Tak jak i on…
— Jego kontrolujemy. Z nią jest gorzej, zawsze była bardziej inteligentna, miała większa siłę… I nigdy nie liczyły się dla niej żadne wartości do których moglibyśmy się odwołać. Zależało jej tylko na tym, aby być z nim i tylko jemu mogła się podporządkować. Jeśli teraz połączą swoje siły, mogą poznać prawdę. A wtedy na pewno nie będą stali po naszej stronie…
— Ani po ich stronie…
— Powstanie trzeci czynnik
— Wtedy całkowicie ich zlikwidujemy…
— Wtedy to już może nie być takie proste. Dlaczego nie możemy usunąć go teraz? Przywracając Krąg?
— Bo możemy to wykorzystać by po raz pierwszy zdobyć przewagę. On albo Ona mogą ją nam zapewnić. A to byłoby…
●
Większość czasu zajmowały mu testy. Testy i ćwiczenia. W miarę rozwoju zdolności świat rzeczywisty oddalał się od niego coraz bardziej. W zasadzie jedynym, co go z nim łączyło, były wspomnienia. Przechowywał je schowane w najbardziej niedostępnych miejscach umysłu. Rzeczy dla niego najważniejsze zarchiwizował wykorzystując system operacyjny swojego NanoTechu. Przeszłość pozwalała mu stawiać czoła temu wszystkiemu z czym miał teraz do czynienia. Stojąc na wzgórzu i spoglądając na Miasto zawsze wracał do swoich wspomnień. To rozwiewało wszystkie wątpliwości. Teraz znał już odpowiedź dlaczego to miejsce zawsze było wyjątkowe. Po prostu tu nie docierały myśli generowane przez ludzi. Pamiętał jak bardzo chciał kiedyś móc zajrzeć w czyjeś myśli. I pamiętał jak Ktoś pokazał mu, że jest to możliwe. Wiedział teraz dużo więcej. Zastanowił się… Co byłoby gdyby wszystko potoczyło się inaczej? Przecież To zawsze istniało gdzieś obok i gdyby tylko wiedział o tym wcześniej… Nie, to źle dobrane słowa. Przecież on wiedział, podświadomie, zawsze wiedział. Nawet gdy był jeszcze dzieckiem. Nie umiał tylko tego wykorzystać w odpowiedni sposób. Czy trzeba wszystko stracić, aby zrozumieć? — spytał sam siebie — Ciekaw był jak nazwano by go w swoim własnym świecie. Istniało setki określeń na zdefiniowanie tego kim był. Zamyślił się. Chyba najbardziej trafnym z nich byłoby – łowca śmierci. Chociaż to też nie oddawało całkowitego sensu tego, co robił. to nic ważne jest, że dzięki temu można mieć nadzieję… — Czas już ruszać — powiedział sam do siebie — Dziś powinno się obyć bez żadnych niespodzianek.
●
Podążał wyznaczonym śladem. Budynek nie różnił się od innych, rozsianych wokół, niskich, parterowych klocków. Wszedł do środka. Kobieta spała. Mimo to jej uczucia emanowały bardzo silnym echem.
— Dlaczego zwróciłaś się do nas o pomoc? — powiedział cicho — Natychmiast otworzyła oczy. Czuł jej niedowierzanie a zaraz potem ulgę
— Przecież wiesz dlaczego… — szepnęła
Oczywiście, że wiedział, patrzył na nią bardzo długo, potem zapytał
— Zdajesz sobie sprawę jaką zapłacisz za to cenę?
— Tak — odpowiedziała głośno i bez wahania
— Chcesz czuć ich cierpienie, ból i strach zanim umrą?
— Tak! I chcę by wiedzieli…
— Podaj mi rękę — przerwał jej
●
Miał zamiar już wracać, musiał jednak porozmawiać z Gainwardem. Co prawda wiedział wszystko o miejscu gdzie miał się udać… Mimo tego był ciekaw jak będą brzmiały jego relacje. No i przede wszystkim chciał się dowiedzieć czy udało mu się coś zapamiętać…
— Szybko się uwinąłeś
— Co do tego mam inne zdanie — Gainward uśmiechnął się na powitanie
— Pamiętasz coś?
— Na pewno starałem się zapamiętać ale przechodząc przez Bramę trzeba wszystko zostawić za sobą… No wszystko po za jednym — jego oczy zabłysły — Chcesz zobaczyć jak wygląda?
— Pewnie! — już czuł zbliżającą się energię.
— Nie pytasz z jakim wróciłem strażnikiem?
— Żartujesz? Przecież wiem, że nie byłoby cię tutaj jak nie znalazłbyś swojej wymarzonej Shintry…
— Zobacz!
— Piękna — jak zahipnotyzowany wpatrywał się w bestię…
Dopiero po dłuższej chwili powrócili do przerwanej rozmowy
— Kiedy się Tam wybierasz? — pierwszy odezwał się Gainward
— Jutro
— Czy dalej jesteś pewien, że chcesz znaleźć właśnie Posłańca?
— Daj spokój. To tak samo gdybym ja próbowałem wytłumaczyć ci abyś nie szukał Shintry…
— Wiem… — Gainward znów się uśmiechnął się ale zaraz spoważniał — Wiem, że ci się uda.
— Czy… Czy zastanawiałeś się przed swoją podróżą jak w naszym języku nazywałoby się miejsca za Bramą?
— Tak, nie ma jednak nad czym się zastanawiać, jest tak dużo różnych….
— Do jakich wniosków doszedłeś? — przerwał mu
— To „piekło” — Gainward odwrócił głowę odpowiadając
— Właśnie.
— Ja też się bałem — mówił cicho zapatrzony gdzieś w bok — Najważniejsze jest jednak aby wiedzieć po co i dlaczego to wszystko robimy.
— Tak…
— Jutro ma Cię już nie być a obiecałeś pomóc mi przeczesać Zoltron… — Gainward znowu spojrzał na niego — Wszystko mam robić sam? Zostało jeszcze trochę czasu. Nadeszła pora na odrobinę relaksu — próbował rozładować napięcie
— No proszę a już myślałem, że jednak się wykręcę…
Obydwaj ruszyli jednocześnie, każdy z nich pozostawiając swoje pytania i lęki.
●
Nie wiedział jak długo już tu był… To miejsce nie miało czasu. Wszędzie pustka. Brak nawet rzeczywistych kolorów otoczenia. Wskaźniki energii malały nieustannie a on nawet nie natknął się jeszcze na żaden racjonalny ślad, który mógł należeć do Posłańca. Toczył walkę za walką. To nie przybliżało go do celu nawet o krok. Gorzej… Zabierało tylko czas i moc.
Leżał nie mogąc się ruszyć. Spieszył się i wpadł w pułapkę. Udało się uciec, chociaż sam nie wiedział nawet jak tego dokonał. Wszystko było normalne, dopóki nie pojawił się ten ktoś, a może raczej to coś. Nigdy wcześniej nie walczył z czymś takim. Co więcej, nawet nigdy nie słyszał o czymś takim. To jednak nie było najważniejsze… KIa wahała się na poziomie czterech procent. A jednego, czego mógł być pewien to, to, że w miejscu takim jak to nie znajdzie żadnej żywej istoty. Próbował wstać ale zaraz przewrócił się z powrotem.
— Więc jednak nie powiodło się… — wyszeptał — Czuł jak coś zbliżało się do niego, nie mógł jednak nic zrobić…
— Po co się ruszasz? Leż spokojnie… — sam nie wiedział czym był głos który odbierał — No przestań! To wcale mi nie pomaga — próbował się bronić, choć nie wiedział nawet przed czym… — Musisz mi zaufać! — Zaufać?… dźwięk głosu i słowo brzmiały dziwnie znajomo. Później poczuł tylko ogarniające go ciepło, odsuwające wszystko to co go otaczało…
Ocknął się… Natychmiast stanął na nogi. Ostrza miecza rozbłysły jeszcze wcześniej. KIa znowu wynosiła sto procent… Jak to możliwe? Zanim zdołał do końca postawić sobie to pytanie spostrzegł drobną postać unoszącą się nieopodal niego… Nie mógł dostrzec żadnych jej rysów, zresztą była ona całkowicie niematerialna. A jej poświata była prawie niewidoczna…
— No widzisz jak Ci pomogłam?
— Jesteś żywa? — zanim skończył pytanie zdał sobie sprawę z tego jak było ono bezsensowne.
— A jak inaczej mogłabym przekazać Ci energię — zaśmiała się
— Dlaczego… — zauważył, że jej poświata robiła się coraz jaśniejsza, ten śmiech, jego dźwięk, on był taki znajomy i…
— Zadajesz dużo pytań, powinieneś się cieszyć a nie dodatkowo zamęczać mnie… — udawała obrażoną.
— Przepraszam
— Choć! Szybko! — w jednej chwili znalazła się przy nim — Musisz się mnie słuchać…
Sam nie wiedział dlaczego za nią poszedł. Poruszała się niezwykle szybko i nadążenie za nią sprawiało mu trochę trudności. Nie miał pojęcia gdzie szli ani jak długo to trwało. W głowie kłębiło się tysiące sprzecznych myśli, na które nie potrafił odpowiedzieć. W końcu zatrzymali się. To dziwne, ale teraz wszystko wokół wyglądało zupełnie inaczej. Wiedział, że fizycznie nic się nie zmieniło, mimo to postrzegał otaczającą przestrzeń jakoś inaczej, choć nie potrafił określić tych zmian.
— Tu możemy się zatrzymać
Patrzyła na niego, przynajmniej tak mu się wydawało, mimo, że była już bardzo dobrze widoczna nie spostrzegł zarysów jej twarzy.
— Kim jesteś? — spytał
— Nie wiem… — znowu znalazła się bardzo blisko niego, tak blisko, że czuł promieniujące od niej ciepło — Nie wiem nawet jak długo tu jestem i nie wiem jak się stąd wydostać. Wiem tylko jedno szukam kogoś i musze go znaleźć…
— Tutaj nie powinno być nikogo żywego
— Ale ja jestem żywa! Ty też, prawda?
— Tak ale ja…
— Czego Ty tu szukasz?
— Szukam strażnika… Posłańca. — zauważył, że odwróciła się, gdy to powiedział — Powiesz mi coś więcej o Tym kogo Ty chcesz znaleźć?
— Ja nie pamiętam! — teraz czuł fizyczny kontakt z nią, dotykała go. To co emanowało z niej nie było tylko zwykłym ciepłem, to przypominało…
— Pomogę Ci. Wiem jak stąd wyjść i zaprowadzę Cię pod Bramę. Znajdziesz tego, kogo szukasz — szybko podjął decyzję, wiedział jak wygląda jej ból…
— Przecież szukasz strażnika? Zapomniałeś? Poza tym to przecież Twoja Brama, jeśli mnie do niej zaprowadzisz jak znajdziesz drugą?
— Znajdę — był tego pewien — Może już nie pamiętasz ale Ty chyba też mi pomogłaś?
— Bo chciałam! Nie musisz być mi wdzięczny…
— Uspokój się… — próbował dotknąć jej twarzy — Jak się nazywasz?
— Niebieski Błysk — zauważyła jego uśmiech — Dlaczego się śmiejesz?
— Wiesz… W moim rodzinnym świecie była taka bajka…
— Nie wiem, co masz na myśli — przerwała mu — Jak wygląda Twój świat?
— To zły świat — spoważniał, słowa jej imienia mogły być też tłumaczone inaczej a to przywołało… — Świat, w którym zbyt łatwo i szybko możemy stracić wszystko co kochamy.
— Nie mów tak. Nigdy nie tracimy tego co kochamy. Ja na pewno znajdę to czego szukam…
— Choć zaprowadzę Cię do Bramy
Nie do końca materialna postać przytulała się do niego a on próbował ją objąć…
Czas zaczął biec. W miejscach takich jak to nie powinno go być. Jednak on zaczął coraz wyraźniej czuć jego upływ. Wszystko stało się inne… Nie wiedział jak sobie z tym poradzić. Czuł coś o czym starał się zapomnieć ale teraz to nie niosło ze sobą bólu…
— Dlaczego nie chcesz pokazać mi swoich wspomnień? — po raz kolejny zadała mu to samo pytanie.
— Może chciałbym ich nie mieć?
— A ja chciałabym pamiętać…
Byli już blisko, czuł echo Bramy, właśnie zamierzał jej o tym powiedzieć, gdy wyczuł jeszcze coś… Wiedział co to jest…
— Uciekaj! — krzyczał — Uciekaj do Bramy! Szybko! — nie mógł jej zobaczyć, nie wiedział gdzie jest. Zakłócenia odbijały się wszędzie. Teraz widział już sylwetkę olbrzymiego smoka spadającego w dół. Automatycznie stawiał bariery obronne. Musi jej dać odrobinę czasu aby mogła bezpiecznie opuścić to miejsce… Był już przygotowany do wypuszczenia wiązek gdy dotarł do niego głos…
— Przestań! Przestań!
Zobaczył ją. Jego refleksyjna osłona odrzuciła ją gdy próbowała się do niego zbliżyć… Natychmiast ją zdjął. Biegł do niej wypuszczając przy tym ścianę ognia, która oddzieliła ich od mitycznej bestii. Wiedział, że ta broń na niewiele się przyda przeciwko temu co się zbliżało ale być może da mu chociaż troszkę czasu… Był już przy niej, zasłonił ją…
— Ty w ogóle mnie nie słuchasz! Przestań! — znowu znalazła się przed nim — Mówiłam już, że powinieneś się mnie słuchać!
Nie wiedział co ma robić… Widział jak głowa smoka wychyliła się przez płomienie…
— Cofnij się! — zwróciła się w kierunku potwora
— To…?
— Tropiciel, pomaga mi
— Wiem jak się nazywa… Dlaczego mi nie powiedziałaś?
— Bałam się… Chciałam choć przez chwilę nie byś sama, coś przyciągnęło mnie wtedy tam do ciebie i czułam że muszę…
— Nie będziesz sama, jesteśmy na miejscu, znajdziesz tego kogo szukasz. Idź… — odwrócił się, nie chciał się do tego przyznać ale wcale nie chciał by odchodziła.
— Tropiciel nie jest sam… — jej słowa ledwo do niego docierały — Jest nierozerwalnie związany z Posłańcem. Przywoła go i nie będziesz już musiał szukać swojego strażnika. Nie będziesz musiał z nim walczyć on sam decyduje dla kogo chce służyć. A ja wiem…
Nie potrafił tego wszystkiego zrozumieć… Gra słów jej imienia, gesty, śmiech…
— Słuchasz mnie? — głos zabrzmiał tuż nad jego uchem, drgnął czując znajome ciepło —Nie przejdę jej sama! Ja… Myślę, że znalazłam już tego, kogo szukałam. Nic nie pamiętam, ale czuję to! Rozumiesz? Pokaż mi soje wspomnienia, pokaż mi wszystko!
Zrobił to… I wszystko stało się jasne, wszystko się ułożyło. To w końcu były i jej wspomnienia. Długo żadne z nich nie było w stanie zebrać swoich myśli.
— Ty znalazłaś się tu przeze mnie… — w końcu zdołał dojść do siebie.
— Raczej dla Ciebie! Widocznie wiedziałam, że tylko tu będę mogła Cię znowu znaleźć…
— Przepraszam… — zdawał sobie sprawę jak banalnie brzmi to słowo — Za to wszystko czego nie zrobiłem, za to że nie zdążyłem… Za to, że…
— Za to wszystko za co i ja przepraszam.
Czasem słowa nie są potrzebne… Ich myśli splotły się… Nieokreślony czas później stali spoglądając na fosforyzującą poświatę Bramy.
— Przejdziemy razem — powiedziała stanowczo
— Dwie osoby nie mogą tego zrobić
— Nikt nigdy nie będzie nam mówił co możemy robić a co nie! Nie pozwolę na to!
— Ja stracę pamięć, nie uda się jej zapisać. Pole przy Bramie wymaże każde wspomnienie pochodzące stąd. A wiesz kim się stałem…
— Ale teraz ja będę pamiętać! Znajdę cię! Znowu! I jeszcze raz i jeszcze, jeśli zajdzie taka potrzeba, tak jak znalazłam Cię teraz i wcześniej. Nic nigdy mnie nie powstrzyma! A Oni wszyscy zapłacą za to co mi zrobili. Każdy zapłaci! Wszyscy, którzy staną mi na drodze kimkolwiek są i będą. Musisz obiecać mi tylko jedno… — cała jej złość nagle odeszła — Musisz się mnie słuchać jak już to zrobię — znowu ten śmiech, który tak dobrze znał — Zawsze jak mnie nie ma to robisz strasznie głupie rzeczy, muszę Cię pilnować… Sama nie wiem co byś beze mnie zrobił.
●
Deszcz padał już od dłuższego czasu ale to wcale mu nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie czuł się nawet lepiej. Miarowo padające krople sprawiały, że wszystko wokół było wyjątkowo spokojne… Wiedział, że pojazd się zbliża i powoli przygotowywał się do wykonania swojej pracy. Cóż czasem opłaca się trochę poczekać… Spokojnie wyszedł na ulicę. Ciszę zakłócił pisk hamulców. Opancerzona limuzyna zatrzymała się tuż przed nim. Natychmiast otworzyły się drzwi i ze środka wypadło dwoje krzyczących ludzi. — Śpijcie — rzucił krótko i chwilę potem postacie leżały nieruchomo na ziemi. One go nie interesowały. Minął je i skierował się w kierunku tylnych drzwi samochodu. Oczywiście były już zamknięte. Wykonał ruch ręką i drzwi otworzyły się. Wskaźnik ECS nawet nie drgnął, gdy pole przyjęło energię wystrzelonych w niego kul. Wykonał jeszcze jeden ruch i broń znalazła się u jego stóp. Podniósł ją oglądając. Wygłosił standardową Formułę i rzucił pistolet w kierunku postaci znajdującej się w samochodzie. Tak ja przypuszczał. W tym świecie. Świecie, który tak dobrze znał jeszcze nikt nie zastosował się do treści tego, co powiedział. Cóż był już do tego przyzwyczajony. Każdy dostaje ostatnią szansę i każdy musi ponieść konsekwencje swoich czynów… Wyciągając rękę patrzył w oczy człowieka i czytał jego umysł, sprawdzając czy rzeczywiście znalazł tego, kogo poszukiwał. Nie trwało to długo — Zabieram twoją dusze — kolejne i ostatnie słowo padło z jego ust…
●
Po tej bitwie i po tym co zdarzyło się później wiedział już co ma robić. Gainward być może zrozumiał to wcześniej… Tak, Gainward był mądry… A on sam? On zawsze był zbyt głupi, choć nie chciał się do tego przyznać, nawet przed samym sobą. Był zły na siebie. Ale już wiedział co ma robić. Musi skończyć z tym wszystkim. Jeśli to zrobi i jeśli się uda to może kiedyś… Nie wiedział jak był już blisko. I nie wiedział, że dalej był skończonym głupcem.
Dużo wcześniej
Przypominał sobie jak to się stało, że ją spotkał. No tak w zasadzie to Ona spotkała jego. Dalej nie mógł powstrzymać uśmiechu, przypominając sobie słowa, jakie wtedy do niego powiedziała. Ten dzień nie zaczął się dla niego najlepiej. A później, na uczelni, było jeszcze gorzej. Gdy wracał do domu, przeklinając pod nosem na wydarzenia, które do tego się przyczyniły, ktoś podbiegł do niego z tyłu i pociągnął za rękę… Odwrócił się zaskoczony. Patrzył w oczy drobnej dziewczyny, która go zatrzymała. Był bardzo zdziwiony, właśnie zastanawiał się jak ma zareagować, gdy Ona odezwała się pierwsza
— Postanowiłam, że się pobierzemy… — powiedziała bez skrępowania, patrząc mu przy tym prosto w oczy
Kilka dosadnych komentarzy cisnęło mu się na usta, ale.. Ale nie mógł oderwać wzroku od jej oczu, Ona była…
— Nie powinnaś spytać mnie najpierw o zdanie? — w końcu odzyskał zdolność wymowy i próbował zażartować
— A po co? — najwyraźniej była zdziwiona
Nie wiedział jak jej odpowiedzieć.. Dalej trzymała go za rękę a jej dłoń była taka…
— Przecież wiem, że się zgodzisz — kontynuowała
Dzwonek do drzwi wybił go z odrętwienia, przerywając rozmyślania. Szybko wstał i podbiegł do nich.
— Zobacz, co mam! — machnęła mu czymś przed oczyma. — Zrobiłam to specjalnie dla Ciebie…
— Co to jest? — złapał ją za rękę
— Coś specjalnego — wyrwała się chowając dyskietkę za plecami. — Coś, co pozwoli nam na wszystko. Wszystko, co tylko będziemy chcieli zrobić. Coś wyjątkowego…
–– To znaczy?
— Zrobiłam CLI – podała mu
— Co zrobiłaś?
— Decyzyjny interfejs komend — wyrzuciła szybko, przytulając się do niego — Choć pokażę Ci — szarpnęła go, ciągnąc w stronę pokoju…
— Nie bardzo mogę zrozumieć jak to działa, ale to jest…
— Najlepsze! Widzisz jak się starałam, chyba jestem niesamowicie inteligentna — zaśmiała się spoglądając na niego spod przymrużonych powiek.
— Jesteś — nie mógł powstrzymać uśmiechu patrząc na nią. — Czy w końcu powiesz mi jak to działa?
— Więc on jest wirusem…
— Nie! Jest programem, przecież nie działa jak wirus. To program kontrolny wykorzystujący najprostsze algorytmy. Algorytmy, które nigdy się nie zmienią. Pozwala na pełną kontrolę niezależnie od wersji systemu. Integruje się stanowiąc część każdego systemu. Bo przecież tak naprawdę jest jego częścią. I wykonuje wszystkie komendy…
— Ale pozostaje jądro…
— Nie! Nic, nic nie pozostaje! To on je kontroluje, bo jest jego częścią… — wyciągnęła dyskietkę i podała mu. — Proszę to jedyna wersja, ja swoją mam tutaj — pokiwała głową. — A tą zrobiłam tylko dla Ciebie… Cieszysz się?
— Tak. Bardzo… Czy ty wiesz, co dzięki temu można zrobić?..
— Wiem. Będziemy mogli zdobyć dużo, dużo pieniędzy i nie będziemy musieli się na nikogo oglądać… Nikt nie będzie nam mówił, co możemy robić. Uciekniemy stąd i kupimy…
— Nie wykorzystamy go…
— Dlaczego? Zapewni nam… — znowu zmrużyła oczy ale tym razem widać było w nich wzbierające łzy… Będziemy…
Przez chwilę nic nie mówił, pozwalając jej płakać.
— To, co zrobiłaś jest bardzo niebezpieczne. Dlatego tego nie wykorzystamy. Przecież same pieniądze, które byśmy dzięki temu mieli nie są najważniejsze… Prawda?
— Tak, ale…
— Nie potrzebujemy ich…
— Wiem, ale cieszysz się, że to zrobiłam? Tak?
— Tak. Zrobiłaś coś nieprawdopodobnego…
— I schowasz go?
— Tak…
●
— Pokaż go w końcu! Ciekawa jestem jak wygląda…
— Nie tak szybko… Cały rok zbierałem żeby go kupić.
— Zbierałeś! A ja to niby nic ci nie pomagałam? — prychnęła ze złością — Co najmniej połowa jest… — zamilkła gwałtownie
— No i jak?
— Piękny… Ale…
— Jakie ale?
— Kolor, zmienimy mu kolor, na niebieski, nie lubię czerwonego…
— Zwariowałaś?
— Nie! Będzie niebieski!
— W żadnym wypadku, czerwony jest super. A może jeszcze na zielony? Co? — próbował zażartować.
— Tak — klasnęła w dłonie — Masz rację, będzie zielono niebieski…
— Nie, to… — wiedział, że już go nie słucha zaaferowana pokazywała mu co i jak należy zmienić — Może i te kolory nie będą takie złe… — próbował pocieszać się w myślach.
●
— Za tydzień się przeprowadzamy. Przecież ja zwariuje, tyle rzeczy trzeba zrobić…
— Nie będzie tak źle, zobaczysz
— I tak zwariuję — odpowiedziała mu, ściskając go z całej siły
— Damy radę, choć musimy już jechać.
Zielono – niebieska Honda płynnie i szybko przecinała ulice Miasta tętniącego swoim zwykłym życiem.
●
Wstał dużo wcześniej niż zwykle. Przez całą noc nie mógł spać… Miał jakieś dziwne przeczucie… Nie potrafił go jednak sprecyzować. Próbował jeszcze zasnąć, to jednak z góry skazane było na niepowodzenie. Sięgnął po książki.
— Przynajmniej zajmę się czymś pożytecznym — pomyślał. Nic z tego, nie potrafił się skupić… Coś dziwnego, odczuwał coś nieznajomego, obcego. To był takie zimne i… — starał się znaleźć odpowiednie słowo — Złe — to jedyne co przychodziło mu na myśl.
Wstała dużo wcześniej niż zwykle, była bardzo podekscytowana. Tak naprawdę to prawie nie spala tej nocy. Nie mogła doczekać się dzisiejszego dnia a głównie szybkiego powrotu do domu… Jeszcze raz sprawdzała czy przygotowała wszystko, co było jej potrzebne. Spojrzała na zegarek… Zostało jeszcze jakieś cztery godziny zanim wręczą jej ten durny certyfikat. to będzie koniec tego kuru. A potem… A potem to mnie mogą cmoknąć. Spadam od razu, żadnego przyjęcia — pomyślała – Boże jak ten czas się wlecze…
Zaparkował motocykl i skierował się w stronę gmachu Uczelni. Wszedł w alejkę i odpalił papierosa, jeden z jego kolegów już był. Siedział na ławeczce i od razu go zauważył.
— Co dzisiaj tak wcześnie? Tęsknisz za robotą?
— Nic z tych rzeczy – próbował się uśmiechnąć…
Nie mógł skupić się na rozmowie, nie mógł skupić się na niczym… Czuł, że coś się zbliżało. Nie mógł określić co, ale to coś, absorbowało całą jego uwagę. Potem w ciągu dnia było jeszcze gorzej. Nie było mowy o zajęciu się nauką. Obraz pojawił się nagle. Rozbłysł w jego głowie. Wahał się… Nie wierzył, że może być prawdziwy. Szybko zbiegał po schodach.
— Gdzie tak pędzisz?
— Usprawiedliw mnie… — krzyknął do mijanego kolegi. Wybiegł na parking. Zielono – niebieska Honda ruszyła ulicami Miasta…
Wróciła tak szybko jak zaplanowała. Chciała zrobić małą niespodziankę zanim On zdąży wrócić. A później będą świętować, sami. Spojrzała w lustro. Odgarnęła włosy. Potem rozejrzała się po pokoju, starając się przypomnieć sobie o czymś, czego nie zrobiła.
— No tak! Przecież nie mam żadnego ozdobnego papieru ani nawet pudełeczka! Założyła kurtkę, trzasnęła drzwiami i wybiegła z domu. Zrobiła to tak szybko, że w dłoni dalej trzymała prezent, który zamierzała mu dać. Mocno zaciskała dłoń i biegła chodnikiem w kierunku sklepu papierniczego. Coś zwróciło jej uwagę. Sznurówka buta. Kucnęła.
Nie wierzył w to co wtedy pojawiło mu się przed oczyma, mimo to jechał najszybciej jak tylko mógł. Był już blisko. Na szczęście nie było żadnych korków. Jeszcze tylko jedno skrzyżowanie… Wyjechał na prostą. W tej chwili zobaczył jak czerwony samochód skręca na chodnik i uderza w przykucniętą drobną postać. Obraz, obraz, który już widział… Chciał krzyczeć, ale nie mógł. Potrącona dziewczyna przeleciała nad maską samochodu i bezładnie uderzyła w betonową nawierzchnię Samochód nawet się nie zatrzymał. Wyskoczył zanim jeszcze motocykl całkiem wytracił prędkość. Był już przy niej. Ścisnęła go za rękę. Patrzył w oczy powoli zachodzące mgłą. Chciał…
— Obiecaj, że zaczekasz… — wyszeptała — Ja… Ja Cię znajdę… — oczy zamknęły się a jej ręka opadła.
Kompletnie nieświadomy wpatrywał się w metalowy krążek, który zdążyła wcisnąć mu w dłoń.
— Obiecuję… Słowa ledwie wychodziły przez łzy i zaciśnięte usta.
Motocykl przecinał skrzyżowanie za skrzyżowaniem, kompletnie nie zwracając uwagi na obowiązujące przepisy i innych użytkowników dróg. Kierowca nie myślał o niczym, po prostu jechał. Najszybciej jak umiał. Jechał goniąc coś. Jechał prowadzony niewidzialną nicią. Odorem, który mentalnie wyczuwał. W końcu na jednym z wiaduktów dogonił czerwony samochód. Wyprzedził go. W tej krótkiej chwili wydawało się jakby coś oderwało się od lewej dłoni kierującego motocyklem. Samochód zjechał w bok, rozbijając barierki ochronne, lecz jeszcze prze tym uderzeniem skryła go fala ognia. Chwilę później rozpędzony motocykl otarł się o osłoną wiaduktu. Nie przebił jej jednak i nie spadł na dół. Jeszcze później słychać było tylko huk płomieni i daleki odgłos syren.
●
— Wyrównaj do górnego poziomu.
— Tak dobrze?
— Prawie dobrze… I za wolno… Jeszcze raz…
— Widzisz! Zaufaj mi! Zawsze musisz mi ufać
Tak wiele obrazów pojawiało się i znikało. Tak bardzo trudno wybrać te właściwe… Czy wszystkie się zdarzyły? Czy dopiero mają się zdarzyć? Czy wszystkie są prawdziwe?
— Teraz to już będzie ostatnia próba
— Ostatnia to już miała być jakiś czas temu…
— Ta… Ale teraz się uda… Skupiam się….
— Widzę…
— No bo nie skończyłem palić. Zobacz teraz…
Stał nieruchomo. Jego wzrok utkwił gdzieś daleko. Próbował skoncentrować się na jakimś rzeczywistym punkcie, na czymś co chociaż przez chwilę odsunie napływające obrazy. Nic z tego nie wychodziło… Powoli wyciągnął papierosa i zapalniczkę. Zaciągnął się i szybko wypuścił dym. Tysiące myśli, wspomnień, emocji… Wciąż powtarza się to samo, chociaż czasem wydawało mu się, że już zostawił wszystko za sobą.
— Nie da się przed tym uciec… Nigdy się nie uda… — rzucił cicho — Można próbować ale zawsze powróci się do punktu wyjścia. I za każdym razem jest gorzej…
Stał, dalej próbując zapanować nad tym co działo się w jego głowie, analizował ostatnie wydarzenia, próbując znaleźć jakieś rozwiązanie… W końcu wyciągnął telefon i zadzwonił
— Tak — powiedział — Zrobię to. Przecież jestem najlepszy… Poza tym przecież kiedyś obiecałem a tym przecież różnię się od ludzi, że zawsze dotrzymuję obietnic.
— No i jak Ci się podobało?
— Może być…
— Tylko tyle?
Nie patrz na łunę… Alejki są już takie ciemne….. Nie patrz na nią… Ktoś stoi… Trzeba będzie poczekać… Jest czas żeby zapalić… Nie można się ruszyć. Dlaczego ręka z opaską jest tutaj taka ciężka? Teraz już można… Łuna bijąca od tysięcy świeczek jest taka piękna… I tak zawsze musisz na nią spojrzeć…
Szybciej. Przecież to nic, że zrobiło się ciemno gdy zanikły światła latarni. Szybciej… I ciszej… Wyrównać oddech i skupić się, wzrok sam się przystosuje. Szybciej… To już przecież końcówka…
— Widziałaś kiedyś coś takiego?
— Nie… To jest piękne…
Magiczne miejsce… Szum jest dziś dużo większy… Bo z dwóch stron zbliża się burza… Wracamy? Nie! Zostaniemy….
Zamyślił się… Wpatrzony w jeden punkt sprawiał wrażenie nieobecnego…Tysiące myśli i obrazów napływało do jego umysłu.
— Więc tak wygląda koniec — powiedział cicho — Pustka i chłód…
Podświadomie czekał na jakieś wydarzenie, coś co jeszcze mogłoby zmienić nadchodzący strumień czasu. Wiedział, że nic takiego się nie stanie ale jeszcze się łudził…
— Przynajmniej jedna rzecz się spełniła…
Stał dalej, czekał, odpalił kolejnego papierosa, chcąc jeszcze przedłużyć odrobinę nadziei, która mimo wszystko gdzieś w nim tkwiła… Nic się nie stało… Nikt nie przyszedł. Choć przecież nikogo nie oczekiwał… Nieprawda, oczekiwał jednej osoby, ale ona się nie zjawiła… A może tylko wydawało mu się, że oczekiwał… Został sam… Nie, nie został, przecież zawsze był sam… Mimo wszystko czekał. I nic się nie zmieniało. Sam nie wiedział ile czasu już czekał. Przestał panować nad tym co się z nim działo… Spojrzał na trzymaną w ręku rzecz, zamachnął się chcąc jak najdalej odrzucić ją od siebie ale nie był w stanie tego zrobić…
— Długo już przy tym siedzisz?
— Długo…
— Po co to robisz?
— Bo mogę i potrafię. Zobacz jaki mam czas…
— No widzę…
— Dlaczego nigdy nie używasz ulepszeń i dodatków?
— Bo to byłoby zbyt proste…
— Jesteś chory…
— Nie, jestem najlepszy…
— Przebiegniemy po krawędzi?
— Po co?
— Żeby zobaczyć czy można, rzucić wyzwanie…
— Dalej już nie da się pojechać. Droga jest nieprzejezdna. Dopiero za kilka dni gdy śnieg stopnieje…
— To w zupełności wystarczy
Ciemno i zimno… Nie, nie jest ciemno, przecież niebo roziskrzone jest miliardami gwiazd. Nie jest zimno… Zimno jest w sercu, tutaj nie jest zimno. Już przecież niedaleko. Zobacz jak mróz rysuje te piękne obrazy, skrzące się iskierkami księżycowej poświaty. Zatrzymaj się, odpocznij… Nie można się zatrzymać trzeba iść dalej! Inaczej… Inaczej to co podąża za mną w końcu mnie dogoni. Iść dalej. Już niedaleko…
— Udało się! Jak to zrobiłeś?
— Nie wiem, zbieg okoliczności
— Masz szczęście….
— …Tak….
— Możesz to powtórzyć?
— Zobaczymy…
— Czy warto podążać za czymś nierealnym. Za czymś czego nigdy się nie dogoni?
— Nie wiem. Ale jeśli nie… To co nam pozostaje?
— Mamo co oznaczają te dziwne słowa?
— To taka stara legenda córeczko, opowiadająca o tym czego szukamy i co kochamy…
— A co jest za tą bramą?
— Nie wiem
— Dlaczego?
— Ponieważ nie można jej przekroczyć i wrócić
— Ale Oni wrócili?
— Tak, Oni wrócili…
— Dlaczego płaczesz mamusiu? Co się stało?
— Nic Kochanie, naprawdę…
●
Nie pamiętał prawie nic ze swojego pobytu w szpitalu. W ogóle nic go nie obchodziło. Wpatrywał się gdzieś przed siebie, choć tak naprawdę nic nie widział. Ludzie, którzy do niego przyszli i coś mu mówili, też kompletnie go nie interesowali. W końcu coś z ich bełkotu dotarło do niego
— Chcielibyśmy abyś coś zobaczył i żebyś poddał się testom. Wtedy…
Nie, to też nie było ważne. Najważniejszym słowem jakie usłyszał był CZAS.
Niedawno
Zastanawiał się czym to wszystko jest zdeterminowane. Dlaczego nigdy nie udaje się od tego uciec. Przecież próbował tak wiele razy. O pewnych rzeczach można zapomnieć ale nie o wszystkich. Nawet korzystając ze wsparcia maszyny. Zresztą, czasem trzeba pamiętać… Zaśmiał się ironicznie. Przypomniał sobie jak bardzo chciał się zmienić. Chciał być normalny, tak jak ludzie. Uwierzył, że w ten sposób znajdzie to czego szuka. Tylko, że to się nigdy nie uda. Teraz to rozumiał. On nigdy nie był człowiekiem — Zresztą — pomyślał — Wcale nie chciałbym nim już być. Dziwił się, że zrozumiał to dopiero tak późno. Zmarnował dużo czasu. Dotknął zawieszki umieszczonej na szyi.
Stał na krawędzi dachu jednego z dwóch najwyższych budynków Miasta. Chłonął jego aurę… Tak wiele się zmieniło… Tak dawno już tu nie był… Wiedział, że jest śledzony, ale na razie byli jeszcze daleko. A on kontrolował ich ruchy od chwili gdy pozwolił aby natknęli się na mentalny ślad, który zostawił. Sięgnął niżej. W głąb Miasta, pozwalając by przeniknęły go uczucia ludzi. Tysiące ich emocji przelało się przez niego. Strach, samotność, ból, gniew, nienawiść, niepewność, zazdrość, zdrada i kłamstwo. Były też strzępki nadziei, wiary, poświęcenia, miłości i ufności. Odruchowo sięgał coraz dalej i głębiej. Szukał… Nigdy by się do tego nie przyznał ale w nim także tkwiła jeszcze nadzieja. Szukał tego jedynego śladu, śladu, którego nie mógł pomylić z niczym innym. Iskierki, którą mógł odnaleźć niezależnie od tego w jakim przebywał świecie… Nie znalazł nic… Dla niego Miasto było martwe. Ostrzegawczy dźwięk NanoTechu wbił się w jego głowę. Byli już blisko… Skupił się. Odrzucił wszystkie przepływające przez niego myśli. Wsunął krążek w czytnik urządzenia i jeszcze raz spojrzał na światła rozświetlające mroki Miasta. Świat pomiędzy snem a jawą, tak nierealny dla zwykłych ludzi… Świat zbudowany z technologii magii i koszmarów. Dwie odwiecznie walczące siły. Siły bez początku i bez imienia, ścierające się w wiecznej wojnie. Wojnie, którą kiedyś uważał za swoją. Po raz pierwszy nic go to nie obchodziło. Nic poza jednym… To przez nie stracił wszystko na czym mu zależało. A teraz… Teraz nadchodziła pora wyrównania rachunków. Muzyka rozbrzmiała w jego głowie… Słowa i kolory zlały się w jedno. Skoczył w dół…
Niehamowana siła uderzenia odrzuciła w bok betonowe płytki, pokrywające plac, na który spadł. Nie ruszał się, czekał w takiej samej pozycji w jakiej wylądował. Z nogą przyklękniętą na jedno kalano i głową spuszczoną do dołu. Poczekał aż się zbliżą… Wyczuwał ich emocje jednak nie zamierzał z nich korzystać. Nie chciał ich zabić. Ten czas jeszcze nie nadszedł, jeszcze… To pora ostrzeżenia. Czas zabijania przyjdzie później. Tego był pewien. Podniósł głowę.
— Nie wiem, po której Stronie jesteście i nic mnie to nie obchodzi. Nie chcę Was zabijać… Więc możecie odejść. Macie tylko zanieść wiadomość.
— Kim lub Czym jesteś? — odczytał myśl wysokiej kobiety, dowodzącej oddziałem łowców śmierci — Nie sadzę abyś był tu kiedyś i znał zasady rządzące tym światem.
— Nie mogę wam odpowiedzieć na to pytanie. Zresztą nie znam na nie odpowiedzi — szczerze się zaśmiał — A co do reszty… Naprawdę nie musicie się martwić.
— Taka arogancja i pycha stanowią o twojej słabości
— Tak… — uśmiechnął się jeszcze bardziej — Widać, że zostaliście poddani dobremu treningowi. Czy uczyli was też żeby nie wierzyć pozorom?
Zaatakowali jednocześnie. Myślowe wiązki pomknęły w jego kierunku. Nie silił się na ich odbicie. Jego bojowy talizman już od dawna oczekiwał na walkę. Bariera refleksyjna skierowała je z powrotem w miejsca gdzie powstały. Tylko przywódczyni nie dała się oszołomić. Ruszyła na niego. Skaytrak, którym do tej pory bawił się i obracał w dłoni, ożył. Wypuścił dwa świetlne ostrza zielone i niebieskie. Trzy precyzyjne cięcia i atakująca postać upadła… Lewą ręką ściskał krążek talizmanu przywołując strażnika… Nagły wiatr i mentalny ryk oznajmiał pojawienie się Posłańca Ciemności. Bestia pikowała w dół odpowiadając na wezwanie swojego pana, podczas gdy ten śledził znikające ślady uciekających łowców. Odwrócił się do olbrzymiej postaci potwora, który bezszelestnie wylądował za jego plecami. Pogładził zimna łuskowatą skórę.
— Leć! Zanieś wiadomość. Zanieś wiadomość im wszystkim! Zarówno w tym jak i w tamtym świecie. W każdym ze światów! — Posłaniec machnął błoniastymi skrzydłami i podrywał się w górę — Tak — odpowiedział na jego pytanie — Możesz się troszkę pożywić…
Podszedł do leżącej nieruchomo kobiety. Wyczuwał ulatujące okruchy życia. Popatrzył w jej oczy i dotknął skroni. Energia przepłynęła przez jego rękę.
— Ta sama siła, która zabija potrafi nieść życie — wyszeptał, patrząc na zabliźniające się rany, pozwolił jej aby mogła zobaczyć cząstkę jego umysłu… — Uciekaj! I nigdy tu nie wracaj!
— Wiem, kim jesteś… Słyszałam, ale myślałam, że to tylko…
— Więc skoro wiesz to na pewno nigdy tu nie wrócisz… — odpowiedział wzbijając się półcień nocy. Chłonął aurę miasta — Dzisiejszej nocy wiele osób będzie miało niespokojne sny — rzucił w martwą ciszę. Znowu sięgnął myślami tak daleko jak tylko mógł, mimo wszystko szukał…
●
Często wykorzystywała komputer do celów czysto rozrywkowych… W zasadzie wykorzystywała go tylko do takich celów… A ta gra była jedną z najlepszych w jakie zdarzyło się jej grać… Poziom, który już określiła mianem „nierealny” chyba właśnie wkroczył w następną fazę….
— Koszmar — powiedziała cicho i wczytała grę od początku. Przecież nie mogła pozwolić sobie na skończenie etapu na miejscu innym niż pierwsze… Jeszcze zanim wystartowała inne słówko pojawiło się w jej głowie — „zjawiskowy.” Przez chwilę bawiła się nim powtarzając i akcentując go na różne sposoby, wydawało się takie dziwnie znajome… Z głośników popłynęła jedna z jej ulubionych piosenek — Tak — pomyślała — Tym razem na pewno się uda….
— No nie! To niemożliwe! — ze złości prawie uderzyła ręką w monitor, na którym pojawiła się plansza sygnalizująca wystąpienie krytycznego wyjątku… — Już prawie skończyłam!
Wykonała miękki reset komputera i odruchowo otworzyła folder z plikami gry. Zaznaczyła wszystkie elementy i wcisnęła rolkę kasowania. „Nie można usunąć pliku systemowego Shatcot DG 5541,19. Plik jest aktualnie…” To, że nie można usunąć pliku, z którego aktualnie korzysta system nie było niczym nowym. Mimo to jak zahipnotyzowana wpatrywała się w okno komunikatu. Ta nazwa… Ona ją znała, nie mogła sobie przypomnieć skąd, ale ją znała… W jakiś sposób wiedziała nawet, iż dziwna sekwencja cyferek kończących nazwę pliku odzwierciedla datę. Nie potrafiła jej odcyfrować. Mimo to była pewna, że tak właśnie jest… Skupiła się, przypominając sobie wszystko co mogło być jej potrzebne aby odpowiednio wyedytować i dotrzeć do informacji jakie zawierał plik. Palce same poruszały się po klawiaturze, prawie bez jej świadomego udziału. Używała kolejnych znanych sekwencji dekodujących. Kombinacji było jednak zbyt dużo, zaczęła wprowadzać wykluczenia… Po czterech godzinach nadal była w punkcie wyjścia. No ale nie miała zamiaru się poddać. Przetarła zmęczone oczy i dalej wpatrywała się w monitor. Cicho zaczęła nucić kolejną z piosenek wybranych przez nadrzędną odtwarzarkę systemu. Coś zaświtało jej w głowie…
— Jesteś niemądra — zganiła samą siebie — Dlaczego muzyka ma mieć związek z kolorami? I dlaczego one mają przedkładać się na znaki ASCII… Boże… — zamknęła oczy. Nie wiedziała jak ale właśnie przypomniała sobie główną tablicę znakową wraz z tablicą kolorów, które można im przyporządkować. Wariantów było praktycznie nieskończenie wiele…
— Jak to możliwe? Przecież czegoś takiego się nie używa, to w ogóle nie powinno być możliwe… I nie powinno działać… — była jednak pewna, że zadziała potrzebowała tylko klucza… Słowa, obrazka, piosenki, może nawet wszystkich tych rzeczy naraz. Nie była pewna czego. To musi być coś, co wpisze w komórki przyporządkowując im odpowiednie…— Mam! — wykrzyknęła. Cały czas miała to gdzieś w pamięci. Nie wiedziała co znaczy ten konkretny obraz ale zaczęła morphować go z dwoma podstawowymi tablicami kodów ekranowych i kolorów. POKE 57570,72 POKE 57571,11 POKE 49689,03 POKE 52138,14… Wpisywane komendy migały na ekranie. Po trzech godzinach skończyła. Patrzyła na stworzony algorytm. Uśmiechnęła się i wykorzystała go… Po chwili miała już dostęp do pliku, który tak bardzo chciała poznać… Kod strukturalny przepływał jej przed oczyma. Prawie go rozumiała jeszcze chwilka i… Krzyknęła! Silny ból sparaliżował jej rękę. Delikatne blizny miała na niej od zawsze, teraz jednak wydawało jej się, że te prawie niewidoczne linie ożyły, pogłębiając się i całkowicie uwidaczniając. Wyglądało to tak jakby coś poruszało się tam w środku. W niej… Nawet już nie krzyczała… Ból przenosił się coraz dalej. Patrzyła jak malutka kropelka krwi przesącza się w miejscu gdzie na skórze widniała największa bruzda. Później straciła przytomność.
Sekwencje rodem z epoki pierwszych szesnastobitowych procesorów bez problemu przełamały skomplikowaną strukturę programową NanoTechu. Mechanizm wreszcie rozpoczął swoją normalną pracę. Pierwszym etapem było uzyskanie pełnych połączeń nerwowych z organizmem użytkownika. Kolejnym skanowanie organizmu i dobranie… Systemy bojowe urządzenia ożyły w kilka nanosekund po rozpoczęciu skanu… Program nie potrafił znaleźć odpowiedzi o charakterze i rodzaju zagrożenia, wykrył jednak ślady ingerencji neuroprzekaźnikowej. Nie mogąc skomunikować się z użytkownikiem podjął kroki zapewniające maksymalny poziom bezpieczeństwa. Pozbawił go przytomności. Żaden mentalny ślad nie może zostać wysłany, dopóki nierozpoznana zostanie istota zagrożenia. Zbyt późno… Któraś z automatycznych stacji KaRdO musiała namierzyć anomalię EC. Program nie potrafił określić czy ma do czynienia z kolejnym zagrożeniem. Zwlekając z nawiązaniem kontaktu ze stacją próbował znaleźć odpowiedzi w pamięci użytkownika. Wszędzie napotykał bariery ochronne. Bariery stworzone przez modulator. W organizmie nie było jednak innego NanoTechu. Jedynym wnioskiem było więc to, iż to on sam spowodował zmiany struktury synaptycznej mózgu. Ktoś musiał przełamać protokoły bezpieczeństwa i rekompilować jego jądra decyzyjne. Nie wiedział w jaki sposób odzyskał kontrolę. Rozpoczął autodiagnostykę. Znalazł fragmenty kodu odpowiedzialne za wadliwe działanie systemu, znalazł również podprogramy odpowiedzialne za przywrócenie kontroli. To właśnie na nich skupił swoją uwagę… Mając odpowiednie dane wiedział co należy robić. Serie podprogowych restartów pozwalały algorytmom CLI na usuwanie błędnych rejestrów a reboot głównego bioprocesora był ostatnim tego etapem. W ciągu czterech milisekund po ponownym zainicjowaniu systemu był gotowy do działania. Rozpoznał profil swojego użytkownika i odnalazł zapisane przez niego dyrektywy działania. „MUSZĘ ODZYSKAĆ TO CO STRACIŁAM MUSZĘ WYELIMINOWAĆ WSZYSTKICH, KTÓRZY MOGĄ TEMU PRZESZKODZIĆ.” Program nie rozumiał pierwszej części polecenia, druga była jednak dla niego całkowicie jasna. Już raz komuś udało się przemodelować strukturę NanoTechu tak, iż ten działał na szkodę użytkownika. Program zdawał sobie sprawę, że było to wynikiem jego błędu. To on nie powinien do tego dopuścić, reagując odpowiednio wcześniej i przyspieszając procesy KIa. Jeśli program może odczuwać emocje to KZY–KRC–8991 właśnie odczuwał gniew. Potencjalnym wrogiem mógł być każdy. Nawiązał kontakt ze stacją. Oszukanie jej i udostępnienie fałszywych obrazów nie stanowiło żadnych problemów. Tak samo jak wprowadzenie do jej struktur pamięciowych własnych Shatcotów umożliwiających przyszłościowe przejęcie kontroli przekaźnika monitorującego. Teraz spokojnie mógł przystąpić do naprawy zniszczonych i zablokowanych struktur mózgu.
Podniosła głowę… To dziwne… — pomyślała — Zasnęłam… Jak to możliwe?… Przecierała oczy — przecież grałam… I zasnęłam? – tak bardzo bolała ją głowa… Spojrzała na zegar.
— Zdecydowanie za dużo czasu spędzam przed komputerem. Nie powinnam tyle… Była bardzo zmęczona. Wstała… Dopiero teraz zauważyła, że klawiatura pobrudzona była czymś czerwonym. Przyjrzała się uważniej — To jest krew! — przestraszyła się — Może uderzyłam gdzieś jak spałam i… Dokładnie przyglądała się w malutkim lustereczku. Nic nie zauważyła… Naprawdę była tak zmęczona, że nie miała czasu się nad tym zastanowić. Ciężko powlokła się w kierunku łóżka. Nawet się nie rozebrała. Zasnęła od razu, gdy tylko przyłożyła głowę do poduszki.
●
Jak zwykle wracał późno. I jak zwykle nie zwracał na nic uwagi, zatopiony w swoich rozmyślaniach. Był zmęczony… W podstawowym, realnym świecie coraz częściej bywał zmęczony. W końcu za wszystko trzeba płacić a rezerwy organizmu nie są niewyczerpywalne… W dodatku te cholerne mentalne echosprzęgi. Nawet modulator nie potrafił sobie z nimi poradzić. Zresztą dokładnie zdawał sobie sprawę, że w tym wypadku każda technologia byłaby bezsilna. Mimo wszystko są rzeczy, których nie można oprzeć na maszynach… Muzyka, która łagodziła zmęczenie, została nagle przerwana przez ostrzeżenie NanoTechu. Przekleństwo, jakie popłynęło z jego ust nie miało odpowiednika w tym świecie… Całe zmęczenie i niedogodności ustąpiły bardzo szybko
— Nie powinienem dać się zaskoczyć… Ciekaw jestem, która z KaRdO zdołała mnie namierzyć? — odpowiedź NanoTechu zaskoczyła go… — Śledź anomalię! Nie strać jej! Skanuj całościowo… Koordynaty 11 – 45 – 57, niżej… 11 – 45 – 48… 11 – 45 – 37… Spróbuję nawiązać kontakt… Zdjąć osłony… ECP 100% ECS 100% KIa 100% Impuls na współrzędne… Anomalia znikła równie szybko i nagle jak się pojawiła… Przez długą chwilę jego głowa była całkowicie pusta… W końcu zdołał postawić pytanie…
— Jakie są szanse? Jakie są szanse, że to była? — nie musiał kończyć pytania — Czternaście procent… Wiedział… To jego algorytm szczęścia… Zawsze wynosił czternaście procent…
Stał dalej, dziwa pustka, jaka go ogarnęła, nie ustępowała, nie wiedział dokładnie ile czasu minęło… Ocknął się dopiero, gdy wyczuł zbliżającą się Osobę… Wiedział, że po opuszczeniu osłon namierzą go, mimo to nie spodziewał się Ich tak szybko. Jego wskaźniki dalej utrzymywały się na najwyższym poziomie. Czekał… Teraz już widział zbliżającą się postać. Nie musiał się jej przyglądać rozpoznał ją dużo wcześniej…
— Wróciłeś! Plotki o Posłańcu były jednak prawdziwe… — Gainward odezwał się pierwszy..
— Nigdy nie da się uciec…
— Do cholery! Byłem pewien, że jeśli to się kiedyś stanie będę pierwszą osobą, którą odwiedzi Twój Posłaniec…
— Chyba zapomniałem mu podać Twojego adresu
— Nie zmieniłeś się… Dalej masz idiotyczne poczucie humoru. Znowu walczysz dla Nich?
— Nie…
— Ach tak… Wreszcie dorosłeś i zamierzasz przejść na drugą Stronę?
— Nie stoję po żadnej ze Stron…
— Gówno prawda! Kazar! Może zacytuję twoje własne słowa: „Znasz zasady… Każdy wybiera Stronę. To ona wytycza ścieżkę. Jesteś większym idiotą niż myślałem, jeśli tego nie dostrzegasz”
— Chyba to ja nim byłem! Ale teraz pewne rzeczy się zmieniły… Pieprzę Zasady zarówno Jednych jak i Drugich! Zresztą robię to samo ze swoimi… — zaśmiał się kończąc zdanie.
— Doprawdy? Trudno w to uwierzyć…
— Możesz wierzyć w co chcesz… Po co przyszedłeś?
— Żeby Cię ostrzec…
— No i kto tu zwariował?
— Zamknij się! Niedługo zjawi się tu Lantark. Widziałem jego ślady…
— No proszę a ty chcesz mnie przed nim ostrzec… Daruj sobie… To, że nie wysłałem do ciebie Posłańca nie oznacza, że…
— Zastanów się! Co robiłeś przez ostatnie lata? Co robiłeś?… Data 4988,2. Czy ta data nic ci nie mówi do cholery?
Drgnął, ręka sama powędrowała w kierunku lewej kieszeni umieszczonej na rękawie kurtki.
— No proszę, jednak masz emocje a skoro je masz to może… — Gainward wpatrywał się w niego
— Nie przeciągaj — on także patrzył na niego
— Szukano pewnych informacji, informacji pozwalających przemodelować naturalną strukturę NanoTechu… Po co miałoby to być komuś potrzebne? Czyżby ktoś chciał kontrolować i blokować rozwój zdolności…
— Co ty bredzisz?
— Po co miałby kontrolować? Po co blokować? No chyba, że ktś był bliski znalezienia czegoś… Lub Kogoś? — teraz Gainward spojrzał mu prosto w oczy — …Albo Ktoś, kogo poszukiwał mógł odnaleźć jego — dokończył.
Nie był w stanie nic odpowiedzieć…
— Wygląda na to, że znowu popełniłeś błąd — ciągnął dalej Gainward — Zgadnij dlaczego?
— Wiem dlaczego
— Gówno wiesz! Użyłem pewnych starych algorytmów, konkretnie twoich algorytmów. One mogą przełamać strukturę blokad. Oczywiście jeśli kiedykolwiek zdarzy się cud, że dotrą pod właściwy adres… Być może Ona będzie mogła cię znaleźć. Ale procentowo to…
— Dlaczego to zrobiłeś?
— Może dlatego bo po prostu żal mi takich idiotów jak Ty?
— Wychodzi na to, że jedyną osobą, na której można polegać jest nasz rywal
— Zawsze tak było — ostanie słowa Gainward wypowiedział znikając w endoprzestrzennym portalu.
— Żegnaj przyjacielu — rzucił cicho, Gainward nie mógł już tego usłyszeć
Prawie w tej samej chwili wyczuł powstające anomalie. System zaczął przekazywać współrzędne pojawiających się zakłóceń przestrzeni. Osiemnaście sygnatur — Lantark i jego przyboczna gwardia. Pojawienie się Posłańca musiało narobić niezłego zamieszania skoro wysłali do niego jedną z doborowych jednostek.
— Witam! — rzucił — Dobry wieczór Lantark… Jak miło widzieć starego znajomego. To wielka niespodzianka… Tak spotkać się… Przypadkiem. Po tylu latach… Co teraz robisz? Oprócz… — rozejrzał się wokół — Wyprowadzania swoich piesków na spacer?
— To co zwykle. Chyba masz jeszcze o tym jakieś pojęcie? W końcu chcesz do nas wrócić.
— No może niekoniecznie o tym myślałem ale kontynuuj, nie przeszkadzaj sobie… Tylko nie wiem kto cię będzie słuchał bo… — demonstracyjnie spojrzał na zegarek — tak się składa, że muszę chyba już iść — postacie towarzyszące Lantarkowi rozstawiły się zaciskając krąg, którym i tak już był otoczony. Każda z nich wykonała precyzyjny gest ręką wyciągając broń, potem zastygli w bezruchu.
— Przecież nie przyszliśmy po to żeby z tobą walczyć…
— Zdaję sobie z tego sprawę. To w końcu mój świat i wątpię byście mieli jakiekolwiek szanse…
— Przyszliśmy porozmawiać…
Zbyt późno zdał sobie sprawę z sensu tych słów. Atak zaskoczył go. Zanim ta rzeczywistość, którą oglądał zniknęła, zobaczył jeszcze coś na kształt uśmiechu na twarzy Lantarka. Ktoś kto włamał się do jego umysłu miał dużo więcej siły niż Lantark. Mógł to być nawet sam… Nie mógł się nad tym zastanawiać, jego standardowe blokady przełamywane były bardzo szybko. Głos zadźwięczał w głowie.
— …Więc znowu jesteś…
— Tak — musiał odpowiedzieć
— I dalej będziesz z nami…
— …Nie… — to słowo kosztowało go sporo wysiłku
— Przecież wiesz, że to jedyne wyjście. To dzięki Nam wszystkiego się nauczyłeś i tylko Nam możesz zaufać. Co innego możesz zrobić? Przecież próbowałeś, znasz wyjście… Kim chciałeś być? Chciałeś być taki jak ludzie? Powinieneś wiedzieć czym to się kończy. Popatrz! Mam ci przypomnieć… — serie retrospektywnych obrazów migały mu przed oczyma — Przypatrz się! Patrz! Zajrzyj w ich myśli i zobacz prawdziwe uczucia, uczucia wszystkich tych dla, których tak…
— Nie chcę… — starał się odsunąć od siebie ten natłok
— Ale będziesz musiał to zobaczyć!
Ból już dawno przekroczył racjonalne bariery. Ból tysiące razy silniejszy od zwykłych fizycznych doznań paraliżował możliwość jakiegokolwiek logicznego myślenia. Próbował sobie wytłumaczyć, że przecież wie o tym, to nic nowego… Ale wiedzieć a widzieć i odczuwać to samo w wielokrotnym wzmocnieniu to zupełnie dwie różne rzeczy…
— Jak ci się to podoba? Nie chciał byś z tym skończyć?
Próbował wmówić sobie, że to nieprawda, że sekwencje które widzi i odczuwa są wymyślone ale wiedział, że są prawdziwe…
— Przecież jest bardzo proste wyjście… Wystarczy byś powiedział słowo…
Musi skoncentrować się na czymś… Wystarczy jedna rzecz… Jedna rzecz, która pomoże… Gdzieś w odległych zakamarkach umysłu poczuł coś znajomego, coś ciepłego. Nie mógł tego zgubić… Uczepił się tego kurczowo wszystkimi siłami, które jeszcze mu pozostały. Przez cały chaos i przygniatający go koszmar przebiły się nutki piosenki. Znajomej piosenki niosącej ze sobą jedno wspomnienie, jedną myśl, czyjąś myśl. Myśl była prawdziwa jak to wszystko co teraz widział ale była całkiem inna… Był szczera i niosła ze sobą ciepło… Czasem jedna taka myśl pozwala wygrać.
— Chyba powiem ci więcej niż jedno słowo… — w końcu odepchnął od siebie oplatające go mentalne więzi — Pierdol się! Kimkolwiek jesteś.
Zerwał kontakt. Szybko podniósł się z ziemi. Z pobrudzonego ubrania skapywała woda. Z przegryzionych warg i ran na rękach, gdzie jego własne paznokcie wpiły się w dłonie, skapywała krew… Muzyka dalej grała… — Dobry, stary program — zwrócił się do swojego NanoTechu, gdyby nie jego reakcja… Wspomnienie, które go ocaliło dalej było żywe.
— Holo! — krzyk przebił ciszę. Dwa moduły wystrzeliły z jego rąk. Kątem oka zauważył postać uciekającego Lantarka, znikającą w portalu. Jego towarzysze nie mieli tyle szczęścia. Moduły znalazły się w odpowiedniej odległości i wygenerowane przez nie pole zamknęło wszystkich w swoim wnętrzu… Świat w środku nie był już rzeczywisty i normalny. Ale to bez wątpienia też był jego świat. Energetyczne ostrza Skytraka rozbłysły, odbijając lecące ku niemu wiązki energetyczne. Mimo wszystko nie byli aż tak dobrzy… Dopiero po całej sekundzie zorientowali się, że używanie broni emisyjnej w izolowanym polu elektromagnetycznym nie jest zbyt mądrym rozwiązaniem
— Być może Hola klasy Tridant wyszły już z użycia — pomyślał — Wcale bym się tym nie zdziwił… Dopiero teraz przeciwnicy zrozumieli z czym mają do czynienia. Ciekaw był czy wiedzieli, że ze środka nie ma ucieczki. Holo tej klasy może wypuścić tylko jedną żywą osobę. Oczywiście jeśli przed upływem trzech minut, do czasu wyczerpania energii zasilającej moduły, pozostanie tylko jedna osoba… Jeśli będzie ich więcej Holo wywoła implozję niszcząc wszystkie żywe organizmy znajdujące się wewnątrz. Muzyka dalej grała. Słowa zapadały w pamięć. Wspomnienia wywołało kolejne… Nie miał serca i swojej duszy ale mimo wszystko miał emocje. Nie da się pozbyć emocji. Zresztą nie mógłby walczyć gdyby ich nie miał. Wskaźnik ECP osiągnął maksymalny poziom. Gniew i nienawiść emanowała z jego umysłu. Zdawał sobie sprawę z tego, że jeśli nie zacznie kontrolować tych emocji samoczynnie wkroczy w stan bezmyślnej furii. Nie mógł do tego dopuścić…
— Zostaliście unicestwieni! Macie prawo popełnić samobójstwo, zachowując duszę. W przeciwnym razie zostaniecie jej pozbawieni — sam nie wiedział po co wygłosił standardową formułę. Pewnych przyzwyczajeń trudno się pozbyć.
— Doładowanie poziom piąty — rzucił.
W środku Holo pojawiły się ruchome platformy. Przecinały arenę zarówno w poziomie jak i w pionie. Można było korzystać z ich powierzchni ale natrafienie na ostrą krawędź nie było raczej wskazane. Piosenka wchodziła w ostrą fazę refrenu. Zaatakował. Wykonał salto na platformę, która zmierzała na niego z tyłu, z niej przeskoczył wyżej. Odruchowo odbił kilka skierowanych w niego mentalnych wiązek. Ostrza wydawały specyficzny dźwięk w kontakcie z powietrzem.
— Ogień, klasa trzecia. Impulsy na koordynaty… — Z jego wolnej dłoni wystrzeliły ogniste kule. Chwilę później leciał już w dół. Znalazł się pomiędzy czterema łowcami. Bezbłędnie zablokował ich ciosy. Wolną ręką skierował strumień energii na piątego atakującego z góry. Po raz kolejny podwójne ostrza Skytraka wykonały skomplikowany taniec wokół jego ciała, odbijając ciosy. Nagle ostrza rozdzieliły się niebieskie znalazło się w prawej a zielone w lewej ręce. Teraz oprócz bloków wykonał również cięcia… Poruszał się bardzo szybko. Dźwięk ostrzeżenia trochę go otrzeźwił Wskaźnik KIa spadł poniżej czterdziestu procent.
— Mimo wszystko kiedyś bywało lepiej — pomyślał — chyba szybki trening na niewiele się przydał. Kolejna postać znalazła się w zasięgu. Zablokował jej cios, chwilę później, niebieskie ostrze odcięło jej rękę razem z bronią. W tym czasie zielone ostrze kręcąc się wokół własnej osi leciało wysoko w górę. Wykonał szybki gest i bariera osobista odrzuciła kolejne nadbiegające osoby. Jego ręka zataczała półkole. W końcu znalazła się na szyi ofiary. Przyciągnął ją do siebie. Jego zęby szybko zagłębiły się w tętnicy. Poczuł ciepły smak krwi i chłonął uciekającą energię. Dawno już tego nie czuł. Prawie zapomniał jak wygląda ten specyficzny rodzaj doznania. KIa znowu wynosiła sto procent. Odrzucił kompletnie martwe i puste ciało, złapał opadający miecz. Z jeszcze większą szybkością ruszył dalej… Niedługo potem pozostał już tylko jeden łowca. Zbliżał się do niego powoli. Czytał myśli…
— Tak — odpowiedział — to najlepsze wyjście. Patrzył jak łowca odrzuca swój miecz i powoli przykłada szturmowy emiter do skroni. Nie patrzył już na błysk wystrzału. Odwrócił się — KZ 19 potwierdzenie zdjęcia pola.
Holo zniknęło, świat znowu stał się rzeczywisty. Upadł na ziemię, nie mógł się ruszyć. Całe ciało przeszywał ból. Ból fizyczny można znieść ale to co czuł nie było tylko zwykłym fizycznym bólem.
— Czas regeneracji organizmu 21 dni — Głos komputera ledwo do niego docierał. Powoli sięgnął do kieszeni. Ciało odmawiało mu posłuszeństwa i musiał się sporo napracować zanim podniósł kapsułkę do ust.
— Ostrzegam, iż użycie biokomponentów stymulujących spowoduje nieodwracalne zmiany w strukturze fizycznej organizmu…— rozgryzł pastylkę
— Nie wydaje mi się aby to ostrzeżenie miało teraz jakiekolwiek znaczenie — pomyślał — Czas regeneracji 17 sekund — Tak… Nic nie miało już znaczenia. Czuł falę gorąca przechodzącą przez całe jego ciało. Wstał i szybko ruszył przed siebie. Chwilę potem przez zwykłe odgłosy miasta przebił się wysoki dźwięk ruszającego z pełną prędkością sportowego motocykla.
Teraz
Ostatnio czuła się coraz gorzej. Poranne wstawanie było dla niej prawdziwym koszmarem. W dodatku wszystko i wszyscy ją irytowało. Tak było i teraz. Budzik dzwonił już bardzo długo zanim udało jej się wstać z łóżka.
— Znowu się spóźnię — powiedziała cicho, próbując się skupić. Gdy tylko wstała zakręciło się jej w głowie i prawie się przewróciła. Muszę w końcu pójść do lekarza — przemknęło jej przez głowę — Ale to dopiero jutro, bo dziś muszę… Spojrzała na zegarek i szybko zaczęła się ubierać — … Muszę się spieszyć.
Dzień nie różnił się od innych, nie robiła nic nowego. Dlaczego więc to wszystko tak ją denerwowało? Tak bardzo bolała ją głowa. Ciągle wydawało jej się, że słyszy jakieś dziwne głosy. W dodatku… Poczuła silny skurcz w brzuchu. Nie słuchała już, co mówi do niej osoba, z którą rozmawiała. Prawie ją odepchnęła i szybko pobiegła do łazienki. Ból jeszcze się nasilił. Pochyliła się nad umywalką i zwymiotowała. To na chwilę przyniosło jej ulgę. Odgarnęła włosy z czoła i spojrzała w lustro. Patrzyła na swoje odbicie, patrzyła w swoje oczy… Kolejny skurcz sprawił iż odruchowo chciała się pochylić… I uderzyła głową w baterię zlewu. Poczuła się jakby miała stracić przytomność, nie mogła złapać oddechu i… Nagły wstrząs przeszedł całe jej ciało. Obrazy zaczęły migotać przed jej oczami. Czuła jak coś powoli skapuje na jej rękę, dopiero po chwili zorientowała się, że to krew z jej rozbitej skroni. Obrazy i głosy nasiliły się. Nie mogła krzyczeć, próbowała dostrzec swoje oblicze w lustrze ale ferie migocących jej przed oczyma slajdów nie pozwalały na to. Nagle uświadomiła sobie czym są te głosy. To nie żadne głosy. To myśli! Myśli jej przyjaciół… Przyjaciół? Nie mogła tego słuchać. — Jak ja mogłam nie… Łza spłynęła po jej policzku, oderwała się od delikatnej twarzy i poleciała na dół, wydając cichutki syk po zetknięciu z posadzką. Przepaliła grubą ceramiczną płytę i zniknęła. Nie widziała tego.Teraz już krzyczała. Wybiegła z pomieszczenia. Ktoś próbował ją zatrzymać. Ktoś wołał za nią. Nie zwracała na to uwagi. Wybiegła z budynku i biegła dalej. Ktoś próbował ją dogonić. Biegła dalej. Wybiegła na ulicę. Usłyszała pisk hamulców, potknęła się i upadła. Straciła przytomność. Samochód zatrzymał się tuż przed nią.
Otworzyła oczy. Ktoś próbował ją podnieść i coś do niej mówił. To… Strąciła trzymające ją ręce. Chwilę później pochylające się nad nią osoby leżały odrzucone kilka metrów dalej
— Nigdy więcej mnie nie dotykajcie! — Jej głos był lodowaty a pozostały tłumek gapiów zaczął się w popłochu odsuwać. Ona… Ona… Właśnie WIEDZIAŁA, wiedziała już… I co było najważniejsze PAMIĘTAŁA, pamiętała wszystko. Wszystkie uczucia odbijały się na jej twarzy.
— Dlaczego? — pytała — Przecież byłam już tak blisko… Dlaczego nie mogłam…? Kto wmówił mi…? Jak mogłam zaufać? Krzyknęła. Echo dźwięku wybijało szyby w pobliskich oknach. Ludzie uciekali. Niebo zasnuł olbrzymi cień. Potwór runął w dół. Lądując taranował i przewracał pokrywające ulicę pojazdy. Zapanował nieopisany chaos. Stała patrząc bezwzględnie na to wszystko. Ich dusze! Przynieś mi ich dusze! — Mają cierpieć za to co mi zrobili i chcieli zrobić! — zwracała się do bestii —Te osoby mają cierpieć tak jak ja. Zanim nie wrócę aby ich osądzić! Stwór rozpłynął się w powietrzu. W panującym rozgardiaszu nikt nie zwracał uwagi na drobną postać dziewczyny kierującą się w kierunku jednej z głównych arterii Miasta. Musi zdążyć zanim będzie za późno… Szybko zostawiła chaos za sobą. Wiedziała że nikt ze świadków zdarzenia nie uwierzy w to co widział. Musi… Odgarnęła niesforny kosmyk włosów z czoła… Jej uwagę przykuł niebieski kształt motocykla, znajdującego się na wystawie sklepu motoryzacyjnego sąsiadującego z salonem telefonów komórkowych…
●
Czas… Tak bardzo go brakuje… Zresztą może to lepiej? Nie ma miejsca na przywoływanie wszystkich wspomnień. Wspomnień oplatających i zaciskających się na siatce umysłu. Nie wiem które z nich są prawdziwe a które nie… Wszystkie bolą tak samo… Czy kiedyś było inaczej? Nie pamiętam… Chyba nie chcę tego pamiętać… Wiem, że odpowiedź na to pytanie jest ukryta w zakamarkach mojego umysłu lecz nie próbuję do nich sięgać. To co czuję teraz to chłód, przeraźliwe zimno i pustka otaczająca mnie ze wszystkich stron.. Może to zapowiedź zbliżającego się końca? Przeczucie wypełniającego się przeznaczenia? Zresztą czy teraz ma to jakieś znaczenie? Chyba już nie….. Teraz wszystko przestało się liczyć.
Zamyślił się… Wpatrzony w jeden punkt sprawiał wrażenie nieobecnego… Tysiące myśli i obrazów napływało do jego umysłu.
— Więc tak wygląda koniec… — powiedział cicho — Pustka i chłód…
Podświadomie czekał na jakieś wydarzenie, coś co jeszcze mogłoby zmienić nadchodzący strumień czasu. Wiedział, że nic takiego się nie stanie lecz mimo wszystko się łudził…
— Przynajmniej jedna rzecz się spełniła…
Stał dalej. Czekał. Odpalił kolejnego papierosa, chcąc jeszcze przedłużyć tą odrobinę nadziei, która mimo wszystko gdzieś w nim tkwiła… Nic się nie stało… Nikt nie przyszedł, choć przecież nikogo nie oczekiwał… Nieprawda! Oczekiwał jednej Osoby ale ona się nie zjawiła… A może tylko wydawało mu się, że oczekiwał… Został sam… Nie, nie został, przecież zawsze był sam… Mimo wszystko czekał… I nic się nie zmieniało. Sam nie wiedział ile czasu już czeka, przestał panować nad tym co się z nim działo… Spojrzał na trzymaną w ręku rzecz, zamachnął się, chcąc jak najdalej odrzucić ją od siebie ale nie był w stanie tego zrobić…
